środa, 9 października 2024

Dzień 4725.

Miło mi pisać, że mama dosyć szybko pozbierała się po śmierci Grzesia. Bałam się, że wpadnie w długi ciąg picia ale zajęła się całkowicie pracą. Ja w tym czasie zdążyłam awansować i zostać zdegradowana. Nie żal mi tego stanowiska, wolę zarobić trochę mniej ale za to mieć spokój. Żal mam tylko do siebie, że nie wykorzystałam szansy i przychodziłam do pracy przepita, skacowana, pewnie nie raz jeszcze na bani. Dopóki pracowałam sama nie przejmowałam się tym, teraz na pewno widzieli też to inni. Nie potrafiłam się skupić na swoich zadaniach, łapałam się na błędach, nie potrafiłam dojść do ładu ze wszystkim. Źle mi się też współpracowało z gościem, niemalże od pierwszych dni czułam jego niechęć do siebie, mówił z nutą pogardy, patrzył z góry, nie odzywał się ani słowem, a jak miał do mnie problem to szedł do przełożonych i dowiadywałam się tego od nich. Tak jak myślałam niedawno, że uda mi się jakoś prześlizgnąć do nowego roku, tak strasznie obrzydziło mi to pracę. Teraz zapewne jestem obgadywana przez wszystkich i źle się z tym czuję. Miałam swój spokojny kurwidołek, mało co rozmawiałam, nikt nic ode mnie nie chciał, tak teraz przez własną głupotę będę postrzegana (w najlepszym przypadku) jako ta co nie ogarnia. Ogólnie zrobiło mi się smutno, że nie nadaję się do niczego. Fakt, nigdy nie dawałam z siebie 100% w pracy, zawsze szłam po najmniejszej linii, by zrobić ale się nie narobić ale też nie miałam takiego stanowiska, na którym by mi zależało. Kiedyś w Niemczech poznałam Polaka, który powiedział, bym nie przejmowała się ludźmi w pracy, bo ani to moja rodzina, ani przyjaciele. Muszę to sobie poukładać w głowie, trochę się na nią ostatnio nałożyło.

Chciałam w ogóle wyżalić się Matysowi ale spławił mnie szybko, że jak mam złe myśli to mam iść do psychologa. Uświadomiłam sobie, że mało kiedy angażował się w moje problemy, często mnie zbywał słowami typu "to zmień pracę", "to zrób to", "to rzuć te studia" etc. Nie wiem czy w ogóle kiedyś sam z siebie chciał wysłuchać co czuję i co myślę. Interesował się dopiero po fakcie, gdy byłam już w totalnej rozsypce. Chociaż tyle, że mam internetowych znajomych, odpowiedziałam, że porozmawiam z którymś z nich skoro On nie chce. Niekiedy myślę, żeby robić swoje i o niczym mu nie mówić. Nie gadać o studiach, o tym, że szukam pracy czy że coś planuję. Z resztą, przestaję widzieć sens we wszystkim.

Ostatnio sam sporo razy mnie zawiódł. Znów pojawiło się ćpanie i jaranie. Ja wiem, że mamy takie charaktery, że ciągnie nas do tego ale już było tak dobrze, stworzyliśmy swój mały, spokojny światek bez dragów i musiało się zjebać po paru latach. Białego nie wzięłam ale przerwałam dwuletnią abstynencję od zioła. Nie ciągnie mnie do tej zamulonej bani ale jak zapalę to mam wstręt do alkoholu, do którego mam słabość.

Czuję, że najlepsze dni uciekają mi właśnie dziś.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz