środa, 31 maja 2017

Dzień 2018.

Czasem nie warto chwalić dnia przed zachodem słońca. Rozczarowanie może boleć więcej niż przez wypowiedziane słowa.

Jestem strasznie rozbita w sobie, Zbyt wiele się dzieje bym mogła wszystko sobie poukładać. Działam chaotycznie co przekłada się na studia, pracę i życie poza nimi. Nie potrafię się pozbierać bez pomocy najbliższych, których przy mnie fizycznie nie ma.

Nie zdałam przedmiotu, przez nieobecność na ćwiczeniach. We wrześniu będę miała poprawkę. Gwóźdź do trumny. Przez brak asertywności zawaliłam to, co najbardziej dawało mi energii, chęci do działania. Czuję się teraz pusta, nie wiem czy dam radę wytrwać do końca roku. Mam jeszcze parę zaliczeń.

Zaciągnęłam niemały debet, który został wydany na używki, może przygarnięcie kolegi nie było do końca przemyślanym pomysłem. Nie wiem. Mam w głowie pustkę. Mateusz wziął L4 by móc codziennie pić i ćpać. Nie mogę tego znieść. W dodatku kręci z laskami, z jedną chce wyjechać pod koniec czerwca do Niemiec. Wiadomo jak się to skończy lepiej teraz niż później. Każdy ma swój wybór. Jedyne czego się boję to samotności, już raz ją przeżyłam. Następną być może.

.
Kryję w sobie ogromny gniew, niepokój i obsesję.

czwartek, 4 maja 2017

Dzień 1991.

Dawno pisałam tyle się działo. Jestem na nowym mieszkaaaanku! Tak się z tego cieszę, nie do opisania! Od jakichś dwóch tygodni, choć remont jeszcze nie jest skończony. Co tam, mi to nie przeszkadza. :) Lokalizacja super, mam parę kroków dalej do pracy i miasta ale w końcu na swoim.

Ponad tydzień trwała parapetówka, dziwię się że dałam radę chodzić do pracy i wracać do imprezy. Tyle ludzi się przewinęło, większości nie znam, nawet chłopak z Warszawy wszedł zapalić z nami blanta. Skąd takie akcje? Nie mam pojęcia. Były piksy, litry alkoholu i kilogramy jarania. Ale wszystko na pełnym luzie, bez spiny. Wspaniała ekipa, w końcu "ogarnięci" ludzie. Ogromny pozytyw, naprawdę nie do opisania. Pomogli uzupełnić wyposażenie domu, poznosili od siebie sztućce, pościel i inne podstawowe rzeczy. Szanuję! 

W końcu mogłam kogoś zaprosić i spędzać wieczory w miłym towarzystwie. Odpoczywam psychicznie, jestem przeszczęśliwa

Brakuje trochę pieniędzy ale będę miała współlokatora, kolegę z Ukrainy. Spoko chłopak, ćpun tyle że ogarnia życie. Praca też się dla niego znajdzie więc jakoś damy radę. 

Gorzej ze studiami. Nie jeździłam bo piłam, mam ocenę w dół z angielskiego z powodu nieobecności na ćwiczeniach. 14 i 20 maja mam egzamin, jeszcze się nie zaczęłam uczyć. Wiele godzin spędzam w pracy, trochę ciężko mi to pogodzić i się zmotywować. Boję się bardzo, że zawalę sprawę. 

Rozglądam się też nad nową pracą. Ambicja jednak ponosi. Mam nadzieję, że znajdę coś konkretnego i wezmę się za siebie. 

czwartek, 23 marca 2017

Dzień 1949.

To co się u mnie ostatnimi czasy działo jest nie do opisania.
Nigdy nie wspominałam o tym, że w zeszłe wakacje moja ciocia zabiła swojego męża. Choć wiele razy ujawniała ten makabryczny plan nie brano go na poważnie. Zrobiła to. *klik artykuł*

Dwa dni temu w moim domu doszłoby do podobnego morderstwa. Pan Tadek, teść mamy wymierzył cios nożem prosto w serce ojczyma. Grześ na szczęście zdążył zasłonić się czajnikiem i z pomocą Matiego obezwładnić wariata.
To nie pierwsza chora akcja którą nam wyrządził.
fuj
Dziś byłam w kryminalce złożyć zeznania w sprawie usiłowania zabójstwa i znęcania się psychicznego. Złożyłam wniosek, by odbyło się przeciw niemu postępowanie. Dość ubliżania od debili i kurew.

Udało mi się znaleźć mieszkanie, podpisałam umowę i staram się o dotację. W sobotę dostanę klucze. Nie mogę się doczekać, boję się, że prokurator wypuści starego i nas zadźga.
Pierwszy raz naprawdę boję się o swoje życie.

Hmm.
Poza tym.
Jestem zmęczona psychicznie, wszystko mnie przytłacza. Od miesiąca nie jeżdżę na wykłady z powodu pracy. Często myślę nad rzuceniem studiów, zbyt dużo kosztują, a i nie jestem pewna czy dam radę odwalać 8h codziennie to samo, zamknięta w czterech ścianach. Obecne pracy mam dosyć po czterech miesiącach. To tak jakbym cofała się w rozwoju osobistym, tym duchowym. Nic, muszę wytrzymać dopóki nie znajdę czegoś innego.

Ogólnie w życiu średnio mi się układa. Niekiedy wydaje mi się, że jestem zbyt stara na wszystko, zaniedbana i bezwartościowa. Boję się, że może to wziąć nade mną górę.



wtorek, 24 stycznia 2017

Dzień 1891.

Długo o tym nie pisałam.
Agniesia wróciła do nas, wygraliśmy sprawę. Codziennie są naloty do domu, ściśle kontrole. Czuję się tym zmęczona, ciężko wypić piwo po pracy czy wyjść na miasto. Mama się wtedy wkurwia, że sama nie może iść w balet. Spędza całe dnie przed kompem żeby o tym nie myśleć. Szczerze? Myślę, że długo tak nie wytrzyma.

Ja znalazłam miesiąc temu pracę. Mam do niej równe 7 min pieszo, cieszę się że w końcu nie muszę dojeżdżać. Mam umowę na 3/4 etatu ale daje w kość, jest czasem ciężko, jednakże daję z siebie 100%. Co najśmieszniejsze - znów pierwszych co poznałam byli Ci od ćpania. Tak jak na studiach. :)
Choć jestem czysta myślę codziennie o tym, by w końcu zajarać na spokojnie bez strachu, że ktoś się dowie. Temu intensywnie marzę nad wynajęciem mieszkania, pragnę czuć się wolna.
Z powodu braku swobody mój związek się nie klei. Panuje w nim monotonia. Tęsknię za spontanicznością, szaleństwem, dzikim seksem jak dawniej. Mam nadzieję że wkrótce się to zmieni.
Wszystkie egzaminy zdaję na 5tkę, jest zbyt łatwo ale uczę się pilnie. Zależy mi na zdobyciu wiedzy, nadal mam zapał do nauki.

Przez te wszystkie zdarzenia powoli ograniczam mój lęk przed ludźmi. W pracy, na uczelni wymagana jest komunikacja więc przełamuję barierę. Mimo iż dookoła słyszę, że mam się uśmiechnąć jestem szczęśliwa. Dumna ze swoich osiągnięć.

PS. Cięgle jestem nazywana anorektyczką.




sobota, 31 grudnia 2016

niedziela, 4 grudnia 2016

Dzień 1840.

Uświadomiłam sobie parę rzeczy. Kocham Matysia tak bardzo, że dałabym wszystko dla jego szczęścia. Nie wybaczyłabym sobie, gdyby coś mu się stało. Jest dla mnie wszystkim. Nie mam nikogo prócz niego. To moje Słoneczko. Wszystko co złe jest błahostką gdy mnie wspiera. Czuję się szczęśliwa przy jego boku. Nie jesteśmy idealną parą ale nie chcę niczego więcej.
Mam nadzieję, że stworzymy kiedyś wspaniałą rodzinę, choć bardzo się tego boję.

Nie jest super. Ciągle spotykamy się z problemami, ja szukam pracy. Jest mi strasznie głupio, że On pracuje na mnie, na moje studia i wydatki; od czterech lat. Marzę, by dać mu coś co wynagrodziłoby całe poświęcenie.. Jest cudowny. Oboje mamy wiele wad, nie dajemy sobie tego czego pragniemy, ale mimo wszystko się kochamy. Mam nadzieję.

Odbiegając od tematu. 13 grudnia będzie rozprawa o Agniesię, wiem że na pewno do nas wróci. O to się nie martwię. Jesteśmy postawieni w gorszej sytuacji, musimy wynająć osobne mieszkanie, by Bubu miała swój pokoik, ale najważniejsze jest jej dobro. Nawet gdybym miała wrócić do Zamarsk, a Matyś do Ukrainy. Jest to moja siostra, która wypełnia mnie ogromną miłością.

Na studiach też daję sobie radę. Pierwszy egzamin zdałam na 5, za tydzień mam następny. Poznałam już parę dziewczyn, zaczyna mi się podobać. :) Chciałabym tylko... Mieć prawdziwą przyjaciółkę. Taką najprawdziwszą z najprawdziwszych. Z którą mogłabym porozmawiać o problemach, posłuchać rad.

(Coraz bardziej boję się pisać na blogu o osobistych sprawach. Kurwa, przecież po to go założyłam.)

Często myślę o ćpaniu/jaraniu. Zamiast tego więcej piję, staję się rozgadana. Potrzebuję bliskiej osoby. Eh... Mama mówi, że jestem chora na anoreksję, robi mi śniadania, wpycha jedzenie na siłę.. Ja.. Chyba po prostu z nerwów nie potrafię jeść..

Mam 41kg, ostatnio ważyłam 43.
Potrzebuję rozmowy.

sobota, 22 października 2016

Dzień 1797.

Cóż pisać...

Rozpoczęcie studiów jakoś przeżyłam mimo stresu. Wypiłam pół butelki kropli uspokajających, które nie pomogły. Ehh.. W ten weekend nie pojechałam na uczelnię. Usłyszałam jak moja mama pijana nad ranem krzyczała: "Po chuj jej takie studia i tak nie zdobędzie pracy, wyrzuca tylko pieniądze w błoto."  Zabolało mnie to, przecież sama mnie na nie namawiała.
Pół dnia płakałam jak histeryczka, nie byłam w stanie niczego zrobić. Myślałam, że wszystko się ułoży, w końcu wyprowadziłam się od taty.. Myliłam się.. Tu jest tak samo. Na szczęście nie ma pierdolenia o pieniądzach.. Problem tkwi w tym, że nie mam pracy.. Tylko.. Oni nie rozumieją, że.. No.. Ja się boję.. Boję się..

Boję się, że... 
Nie dam rady...
Będę niepotrzebna..
Jestem beznadziejna..

Może mam fobię społeczną? Nie wiem.. Już wcześniej chciałam o tym napisać, ale bałam się. Wiem, że nie powinnam, w końcu od tego jest ten blog.. A jednak, ciągle skrywam w sobie sekrety, o których nie mam siły nawet myśleć.

Szczerze? Często rozpaczam nad tym dniem, gdy Marek mnie uratował. Przeklinam, myśląc o tym, że lepiej byłoby gdybym nie żyła..
Niekiedy przewijają się wizje, jakby to było, gdybym spróbowała jeszcze raz. Chciałabym. Bardzo. Jednak coś mnie trzyma przy życiu.

Każdy nie traktuje moich wyznań poważnie. Nie rozumieją, że dużo mnie kosztuje ich powiedzenie.

 Kurwa. Istny cyrk. Nic się nie układa, wszystko wychodzi źle,
ja pierdole.

poniedziałek, 5 września 2016

Dzień 1750.

Wiele się zmieniło.
     Zmęczona wyjechałam na Ukrainę by odpocząć. Dwa dni później dowiedziałam się, że Agniesia znów została zabrana, trafiła do rodziny zastępczej. Nie potrafię sobie wybaczyć, że nie przyjechałam, odwlekałam spotkanie. Prosiła, mówiła, że pójdziemy na basen, bym się pośpieszyła. Czuję się winna, może gdybym była z nią zostałaby, a teraz widzimy się tylko raz w tygodniu przez godzinę. Kocham ją bardzo mocno, płaczę za każdym razem gdy pomyślę co takie małe dziecko musi przechodzić. Krzyczała że chce do domu, do tatusia, że się boi, kocha nas i bardzo tęskni. Ma tylko 3 latka, a przeżyła zbyt dużo i rozumie sprawy o których nie powinna wiedzieć.

Jestem dumna z mojej mamy, że się nie poddaje. Szuka dobrego prawnika, który pomoże wygrać sprawę, mnie zmotywowała do podjęcia studiów. Pytała po znajomych, jeździła ze mną, aż w końcu zostałam przyjęta na administrację w mieście obok.

Zamieszkałam u niej w Rybniku. Z Matysiem, który rzucił pracę, zerwał kontakt z rodziną. A wszystko dlatego, że jedyne co w życiu widzą to pieniądze. Zostałam wyzwana od dziwek, bo przychodziłam na noc do swojego chłopaka z którym jestem pięć lat. Przez to, że nie znalazłam pracy. Bo tylko on zarabia. Aha. A parę miesięcy temu byłam dla jego matki bóstwem,

Ostatecznie wyszło tak, że pofurałam sobie trochę, poćpałam dopa spotkałam się w końcu z Bartkiem, moją wielką miłością. ;) Nie żałuję, czekałam wiele lat na ten moment.


wtorek, 28 czerwca 2016

Dzień 1681.

Nie wiem co napisać. Miałam parę postów ale nie odważyłam się ich wstawić. Gdyby nie komentarze pewnie dalej byłaby pustka. 

A więc.. 

Zdałam część ustną matury z dobrym wynikiem, dużo się uczyłam, miałam motywację. Byłam zadowolona, że pójdę na studia, znajdę pracę dzięki której mogłabym się rozwijać i zaczęłabym żyć. Myliłam się. Nie ma takiego kierunku w pobliżu. Nie stać mnie na dojazdy, nie chcę być daleko od bliskich. 
Nie chodzi o to. Przykre jest.. że nie wiem co chcę robić w życiu. Nie mam wymarzonego zawodu, żadnych planów.. Na studia chciałabym iść tylko po to, by udowodnić że dam radę i nie skończę jak ćpunka. Kierunek podpowiedzieli mi znajomi, sama nie jestem do niego przekonana.. Mam ten problem od paru lat ale dopiero teraz sobie uświadomiłam, że tak naprawdę chyba nie dojrzałam do niczego. Milczę, tłumię płacz. Wypaliłam się przez tą bezsilność, naprawdę nie mam siły. Znów pocięłam się. 
Brakuje mi szczerej rozmowy, wszystkim wydaje się to takie proste. "Chcesz to idź." Rozumiem, że jest to moja decyzja i nikt za mnie wybierać nie może.. Jednak co mam zrobić, gdy nie wiem co robić? Źle się z tym czuję, tydzień jarałam, ćpania odmówiłam. Nie mam apetytu. 

Jest mi bardzo smutno, bardzo, bardzo, bardzo. 



piątek, 15 kwietnia 2016

Dzień 1608.

Walczę ze sobą by się nie zaćpać. Zmierzałam dziś dwa razy w kierunku apteki, po czym wróciłam. Wróciłam pełna wyrzutów, z myślą, że jestem podwójnie beznadziejna. Raz: że nie kupiłam Acodinu, dwa: że w ogóle o nim pomyślałam. Później miałam odebrać kryształ, nie poszłam. Bałam się.

Jestem na skraju depresji, obwiniam się o wszystko. Żyję w toksycznym związku, który mnie wyniszcza od środka i powoduje obłęd. Czuję się nierozumiana, jak ofiara losu. Raniona codziennie myślę, że to przeze mnie. Zerwałabym ale nie mam na tyle odwagi. Nikt nie zechce takiej dziewczyny. Jestem gównem.
Ciągle płaczę, uciekam od ludzi.

Nie czuję się kochana, atrakcyjna, brakuje mi choć małej oznaki zainteresowania. Kiedyś narzekałam, że jestem obsypywana pytaniami, po paru latach uświadomiłam sobie, że brakuje mi tego. Wiem, że jestem wrażliwa, ale czy to aż taka negatywna cecha? Chcę tylko czuć się kochana. :(


środa, 6 kwietnia 2016

Dzień 1599.

Baaaardzo długo przymierzałam się do napisania czegoś.
Luty i marzec przepiłam, dużo się działo. Matyś się wyprowadził parę domów dalej, nie widujemy się często, mam dużo czasu dla siebie. Zdążyłam już po stokroć znienawidzić swoje ciało, znów zapanowała mną mania estety. Chciałam tylko ograniczyć zbędne jedzenie, ćwiczyć. Zamiast tego teoretycznie nie jem, a w nocy katuję moją sylwetkę. Nie wiem dlaczego tak się stało. Pewnego razu spojrzałam na siebie, dostrzegłam nadmierne centymetry, ogromne dupsko, uda i brzuch. Na samą myśl mdli mnie, zabiera apetyt.

Chcę nadrobić tą skazę idealnym wyglądem. Przestać się wstydzić. Być piękną.
Ja pierdole, płaczę.

Tak ogólnie jest jest wspaniale, poza tym, że czuję się samotna. W szkole dalej średnia 4,2 nic się nie zmieniło. Za miesiąc matura, w końcu będzie po wszystkim. Chcę przyćpać ale z drugiej strony coś mnie hamuje, dziś odmówiłam.

Głupio tak, że w każdym poście piszę smuty, przecież ciągle chodzę radosna. Powinnam mniej myśleć. :v

poniedziałek, 14 marca 2016

Dzień 1575.

Nie mogę już z "tym" żyć. Czuję, że jestem nic nie warta, zepsuta, czekająca na robaczywienie. Uciekając od miłosnego uniesienia rzucam się w przepaść by uniknąć odpowiedzi na drażniące pytania. Spadając wbijam sobie nóż w serce,
przecież tak uniknę cierpienia.
Straciłam skarb pospolity, który wywierca mi dziurę od środka. To ma być zemsta losu? Wygrałeś.
Pozbawiona kobiecości, spontaniczności i wdzięku narażam się, pragnę samotności jednocześnie jej nienawidząc. Nie chcę całe życie uciekać, nie chcę słyszeć szyderczego śmiechu. 

Wszystko na nie.

Ciało, zabiję cię.


piątek, 29 stycznia 2016

Dzień 1529.

Jeb, wszystko się komplikuje.


niedziela, 24 stycznia 2016

Dzień 1524.

Kryształ po raz drugi. 
Dużo o nim myślę. 
Generalnie dużo myślę o ćpaniu. 
Oby się to wszystko już skończyło.
Zamiast wspierać robi mi smaka. 
Nawet nie krzyczy.
Zauważyłam, że się boję.
Wszystkiego.
Ciągle czuję lęk.


Ważę prawie 42 kg.
Chudnę.

Niby wszystko jest normalne, dużo się śmieję, jest dobrze.. Chyba mam rozjebaną psychikę, nie wiem zupełnie co robić. :x

wtorek, 5 stycznia 2016

Dzień 1505.

Dwa tygodnie wolnego od szkoły, pierwsze święta w wspaniałej rodzinnej atmosferze, śpiewanie kolęd z Agniesią, tydzień u Matiego i świetny Sylwester. Czuję się wspaniale, wypoczęłam psychicznie, tego najbardziej pragnęłam. Choć w domu nikt się do mnie nie odzywa, traktują mnie jak intruza mam ogromne wsparcie u mamy, teściowej i Matysia. Wierzę w to, że uda nam się jak najszybciej wyprowadzić, mieć własne mieszkanko. Żyć skromnie ale szczęśliwie, bez codziennych awantur o pieniądze. Krytykują to, że jestem w liceum, że chcę od października iść na studia, więc co to za rodzina?
Nie będę udowadniać, że sobie bez nich poradzę, po prostu wyjdę spakowana i do widzenia. Skoro nie chcą mojego szczęścia i za wszelką cenę próbują go zniszczyć, będą mogli zapomnieć o utrzymywaniu stałego kontaktu.

To jest moje marzenie i zarazem postanowienie - zacząć żyć.                             

16 tygodni do matury, więc trzeba wziąć się w garść.
Pamiętaj! Kim jesteś?
-ZWYCIĘZCĄ!

piątek, 11 grudnia 2015

Dzień 1480.

Wczoraj wypadła druga rocznica odkąd zaczęło się moje nowe, "lepsze" życie. Dziękuję Marku, wiem, że gdybym napisała wtedy do kogoś innego, nie uratowałby mnie.
Chciałam o tym napisać osobnego posta, ale nie ma to już znaczenia.
_____________________________________________________
Nie da się o niej zapomnieć. Może się wydawać, że opuściła Cię, jednak tak nie jest. Zawsze powraca. Jest przy Tobie i obserwuje. Nie wiem, czy dzieje się tak ze względu na sentyment, chęć zmiany czy to co siedzi w naszej głowie.

Założyłam tego bloga dla Ciebie. Chciałam byśmy razem wszystko przeżywały, byś była moją ważną częścią życia. Po długim czasie Cię porzuciłam, myślałam, że On będzie potrafił zastąpić tą pustkę. Nie jest to łatwe, gdy świadomie odchodzisz od tego co napajało adrenaliną, szczęściem ale też i smutkiem w zamian za niewiadomą.

Mimo wszystko ciągle dawałaś znać o sobie. Nie zapomnę tego, ponieważ zniszczyłaś moją samoocenę i uczucia. To nie jest tak, że wtedy było wszystko ok. Ciągle zaklinałam swoją budowę, wygląd i x. Teraz wszystko powraca. Znów z większą siłą. Nie mam nikogo, tylko Ciebie. Taką, która wyniszcza mnie, doprowadza do ruiny. Sprawia, że uczę się czegoś nowego. Aby mieć, musisz dać. Poświęciłam wiele, ale jeszcze więcej straciłam.

Czy to także przyjmiesz?




wtorek, 1 grudnia 2015

Dzień 1470.

Eh.. Jaki bezsens. Znów się wszystko powtarza. Nie chciałam zerwać, ale nie wytrzymuję już tego od dłuższego czasu. Po prostu nie jest takim jakim bym chciała, wiem, że nie mogę go zmienić na siłę. To nie jest tak, że wszystko przecież jest jego winą. Sama dużo razy popełniłam błędy które mi wybaczył. Zdrada jest ciężką sprawą. I w sumie.. Nie zrobiłam tego jeden raz.... Nie dość, że fizycznie.. To jeszcze psychicznie. Żałuję jak nie wiem co, ale nie byłam wtedy sobą, tylko poćpaną Adrianną. Nawet nie przyznałam się od razu, że przespałam się z kimś innym, nie miałam odwagi. Sama raczej nie byłabym w stanie wybaczyć. Jeszcze później ta akcja z Adamem.. To mnie chyba boli najbardziej. To, że spałam z jego najlepszym przyjacielem. Mimo iż było to, hm. Ustalone?

On powinien ze mną zerwać. Bez dwóch zdań. Od razu po pierwszej zdradzie. Nie rozumiem czemu tego nie zrobił. Teraz czuję się strasznie chujowo. Nie był dla mnie zły. Jedynie irytuje mnie jego lekkomyślność i fakt iż czułam się odrzucona na rzecz kompa, choć też nie zawsze. Nie wykazywał takiej ogólnej chęci do rozmowy, bo nie wiedział co mi odpowiadać. Nie wie nic o przedmiotach ścisłych, ani humanistycznych prócz historii. Tak też zdania nam się nie kleiły.

Nie wiem czy postąpiłam dobrze. Może coś zrozumie? Może w końcu dojrzeje?


Teraz nie ma kto pocałować moją pociętą łapkę. :<

niedziela, 29 listopada 2015

Dzień 1468.

Zerwałam. Pocięłam się.

sobota, 21 listopada 2015

Dzień 1459. czyli jak nieświadomie zniszczyć życie.

Pierwszy raz osłodziłam moje życie kryształowym cukrem. Od godziny 00:40 do 4:30 wzięłam ogromną ilość za namową, co jest skutkiem najgorszego zakończenia degustacji. Palona, wciągana, topiona, wdychana. Wszystko podczas dwóch godzin. Nie śpię od godziny 5 rano wczorajszego dnia do teraz. Przed godziną 7dmą zaczęły pojawiać się lęki. Duszności, nagła śmierć, ciśnienie 250/180, serce łamie żebra. Efekt taki, że zabunkrowana w pokoju staram się nie wydać żadnego dźwięku. (wtf, pisanie na klawiaturze staje się ogromną męką.)

Źrenice wypierdolone w trzy dupy, prawie jak po aco: (zdjęcie zrobione 7h po ostatnim zażyciu)


Teraz rozumiem o jakie lęki chodziło. Nie myślałam, że będę przeżywać tak tragiczną zwałę. Ogólnie nie polecam, uzależnia od pierwszego razu, a potem zostaje tylko samobójstwo. Strasznie siada na psychikę. Jestem świadoma wszystkiego, a lękam się własnej osoby. (momentalnie zniszczyła mi się cera!) Boję się siedzieć sama w pokoju; widać, a nawet słychać, że jestem wystraszona. (Nie mam sama pojęcia czym). 
Działanie bardzo przyjemne, jedynie skutki fatalne.

Nie uwierzyłabym, gdyby ktoś mi powiedział, że wezmę kryształ = metamfetaminę. Narkotyk gorszy od heroiny! Wyniszcza doszczętnie organizm. Pojawiają się halucynacje, paranoje. Unikałam go jak ognia.. A przez własną nieuwagę to zepsułam. Czuję się jak skreślony ćpun, biorąc to. Następnego razu nie może być.

Ehh... Nie mam nawet siły tu pisać, choć czuję taką potrzebę wygadania się. ;\
PS. Faktycznie muszę mieć kogoś przy sobie, bo inaczej sama nie widzę sensu by komuś odmawiać. A tak to mam hamulec przy sobie. o/

piątek, 13 listopada 2015

Dzień 1451.

Przykro mi bardzo, że całe nasze życie kręci się wokół pieniędzy. Jeśli ich nie masz z miejsca rodzi się mnóstwo problemów. Nie masz możliwości robić w stu procentach tego co chcesz, bo przecież istnieją obciążniki, które Cię hamują, ograniczenia w postaci brzydkich papierków dla których wiele się zabija. Z resztą, nieważne. To tylko moja dygresja. 

Uczę się, bo lubię. Niestety polskie szkolnictwo rujnuje potencjał i ambicje, nawet nie masz czasu przeczytać zadanej książki, bo już leci cały szereg następnych tytułów. Dziewięć sprawdzianów tygodniowo jest u mnie normą. Nie nadążam nawet z zebraniem materiałów na powtórki, bo mamy na nie... 3 dni. Tak oto żegnaj życie, witaj blaszany schemacie klepany na rozruchanym stole.
Dobija mnie to. W szkole - nauka. W domu - nauka. Szkoła bardzo na mnie negatywnie wpływa, nic tylko powiesić się za pomocą linijki na jej ławce. 
Dużo przez to jarałam ostatnim czasem. Tak dla "odetchnienia". W samą Halloween'ową noc poszło 5g na 3,5 osoby. W ostatni weekend dostałam ściechę jakiejś pochodni mefedronu, ale w ogóle jej nie odczułam. Oczywiście nie jestem z tego dumna. Wiele już spróbowałam i do niczego drugi raz nie wróciłam, no prócz acodinów i futru, jednak to było dwa lata temu. Od tamtej pory nie odważyłam się, by przypomnieć sobie to, co czułam przez wieloletni czas ich zażywania. Choć nieraz miałam ochotę.
W sumie... Wszystkie moje wahania, niepewności, rozstrojenia nerwowe są skutkiem pewnej decyzji. Znam przyczynę i wiem jak ją skorygować, jednak to nie jest takie proste jakby mogło się wydawać.
"Nie przegap szansy, którą da Ci los" - boję się, że jest za późno. 

Tak w ogóle teraz mnie olśniło. Gdybym miała w kimś wsparcie to przecież bym się tutaj nie wyżalała za każdym postem. Generalnie nie lubię narzekania, a teraz wiem dlaczego ciągle to robię. Dzięki Mel!

Edit: Chyba właśnie przegapiłam szansę.  

 Pragnęła może zwierzyć się komuś z tego wszystkiego, ale jak wypowiedzieć ten nieokreślony smutek, zmienny jak rozpływające się obłoki, nieuchwytny jak wiatr.
Brakowało jej słów, okazji i śmiałości. 
~ G. Flaubert