niedziela, 8 października 2017

Dzień 2147.

Chyba nic nie wywołuje u mnie tak pozytywnych emocji jak kolorowa, słoneczna jesień. Siedząc przykryta kocem i patrząc za okno z kubkiem gorącej herbaty wraca dużo cudownych wspomnień, powstają nowe inspiracje i pragnienia.
Chciałabym móc spędzać z kimś te wyjątkowe dla mnie chwile przy popołudniowym spacerze, herbacie, czymkolwiek. Naprawdę kocham jesień. Mimo deszczu i zbliżającej się depresji ma w sobie to "coś" co powoduje, że mięknie mi serce, staję się wrażliwsza. Nie potrafię tego opisać.
Zauroczenie rozpiera mnie od środka.

Zdałam finanse z czego jestem dumna, połowa ma warunek. Ten rok będzie ciężki ale muszę sobie poradzić. Poza tym napisałam do Rzecznika Praw Dziecka przedstawiając sytuację siostry i rodziców. Zrobię dla niej wszystko, by wróciła tam gdzie jej miejsce. Przykro mi, że żadnych urodzin nie spędziła w domu. Przez pacę nawet nie mam możliwości by się z nią regularnie widywać ale postaram się jej wszystko wynagrodzić, tęsknię za nią.

Znów chciałabym napisać tak wiele o czym myślę; może następnym razem.
Niedługo moje urodziny ale ten czas leci. :)





niedziela, 17 września 2017

Dzień 2126.

Jestem kłębkiem nerwów z depresją. Bezrobotna, bez pomysłów na życie tonę w długach. Do czego doszło, bym musiała zapożyczać się u znajomego z Cabala, którego na oczy nie widziałam. Te miasto mnie wykańcza. Wyszłam z jednych problemów, a wciągam się w coraz gorsze. Szczerze? Ćpanie mniej mnie kosztowało niż życie tutaj. 


W sumie nie chodzi nawet o te pieniądze, a o sytuacje, atmosferę która panuje. W ciągu tego tygodnia dwa razy musiałam uciekać ze swojego mieszkania ze strachu. Jedną noc spałam u mamy, drugą do trzeciej w nocy przesiedziałam na przystanku. Znów były groźby, rzucanie się na mnie. Kranczips potłukł szklany stół, a odłamek chciał mi wbić w gardło. Wszystko w towarzystwie Seby, który podśmiechujkał sobie, że fajna akcja, takich jeszcze nie przeżył. Jako, że Ci byli najebani zadzwoniłam na policję, bo nie chcieli dobrowolnie opuścić mojego mieszkania. A jeszcze niedawno wzywałam pogotowie, bo po przepiciu jeden z nich zaczął się dusić z nerwicy. 


Ile razy można prosić, by pić z umiarem? Jak widzę, że ktoś przyniósł wódkę zaczynam się telepać z nerwów, żeby komuś znów nie odpierdoliło. Nie chcę się wyprowadzać ale też nie chcę być pomiatana u siebie. Seba najwidoczniej myśli, że jestem służką i wszystko zrobię, a idiota będzie siedział całą noc u mnie w pokoju oglądając po 10h serial zabierając kompa i prywatność. 

Dziś się pospinaliśmy, jak się nie ogarnie to niech wypierdala. 

Poza tym zdałam angielski. Czekam jeszcze na wyniki z finansów. Wszyscy "wiedzą", że zdałam choć to mnie podnosi na duchu. 

Gdyby nie Sabcia chyba bym się powiesiła. 

Czuję się samotna.

piątek, 11 sierpnia 2017

Dzień 2089.

Myślisz że masz fajnych znajomych, w końcu spędziliście niejedną imprezę, wypady które kończyły się raz lepiej raz gorzej. Bywały łzy, strach, wiele przegadanych nocy. Przykro mi, że większość zmieniła się diametralnie przez ćpanie. Jednego dnia pijecie razem, drugiego dowiadujesz się, że ktoś chce Cię pociąć.

Boję się, że przy ćpaniu powiedział coś złego. Ostatnio kolega wysyłał mi nieprzyzwoite zdjęcia z dopiskiem jak bardzo mu się podobam, mówił że ma sprawę do Matysia. Nie wiem co mam o tym myśleć, tym bardziej że pisała do niego dziewczyna z którą miał jechać do Niemiec, że jest obrażona i nie chce go znać, bo ją skrzywdził. Może narobiła sobie nadziei, gdy pisał o mnie najgorsze rzeczy?
Postanowiłam zmienić towarzystwo, a ze starym zerwać kontakt, bo do niczego dobrego nie doprowadzi jeśli będzie tak dalej. Nie chcę już ćpać, nawet jarać, zaczęłam doceniać swoje zdrowie i życie. Przeklinam siebie za to że kiedyś marzyłam i dążyłam z całych sił, by je stracić.
Wszystkim popierdoliło się w głowach, nie wiesz kiedy komu co odjebie. Po incydencie, gdy miałam urlop wolę unikać porobionych ludzi. Na trzeźwo naprawdę się boję. Ciężko tak zmienić znajomości ale czekam na Sabinę, już za miesiąc wraca.

Gorzej, bo ostatnio dużo piwkuje wieczorem, kilka dni temu zasnęłam z owiniętą chustą, podobno zaczęłam się dusić i obudziłam Mateusza, zdjął mi ją. Gdyby coś się stało wina byłaby na niego, znaleźliby się ludzie, którzy słyszeli, widzieli za dużo i faktycznie mogliby tak pomyśleć. Później miewam rożne lęki. Trzeba się ograniczyć, bo mi też siada na łeb. Tym bardziej jeśli zdecyduję się zaadoptować siostrę muszę szybko wziąć się w garść, by zapewnić jej bezpieczeństwo i miłość.

Zaczynam od zmiany pracy, bo wykańcza mnie psychicznie. Dwa dni temu wydarłam się na menage i pracownika, dziś o 6stej do mnie dzwoniono, że miałam być w pracy, a zmienili grafik i zapomnieli powiedzieć. Nie poszłam. Mam wizytę u lekarza. Liczę na L4, by odpocząć, a w poniedziałek lecę składać cv.

niedziela, 30 lipca 2017

Dzień 2077.

Cóż znów pisać. Kolejny 28.07. Urodziny Grzegorza, mamy.. Polecieli w balet na dwa tygodnie, choć mieli szczęście, że Bubu była wtedy na wakacjach z dziadkiem. Jednak kuratorce to nie wystarczyło, w końcu rodzice powinni zajmować się dzieckiem, a nie rodzina, nawet ja, siostra. Ukrywali się przez tydzień u sąsiada i u nas. Rżnęłam głupa, że nie wiem o co chodzi, że mama wyjechała do Krakowa na pogrzeb, a  ojczym chodzi do pracy. Wydało się, że to kłamstwo. Notorycznie do mnie dzwoniono od samego rana, aż do nocy. W końcu zabrali Agniesię. Do tej samej rodziny, pod pretekstem, że nie może być pod opieką starszej, "schorowanej" osoby. Jak dla mnie to zwykła wymówka, bo szkoda im niezwykłego dziecka, a przeprowadzki i "wakacje" odbijają się na jej psychice. Dziwne, że nie zabrali mnie ani połowy osiedla, gdy bywało znacznie gorzej. Uwzięli się na te dziecko, bo jest śliczna i inteligenta, a nie chcę by była rzucana z kąta w kąt. Jest to trudne w moim wieku wychowywać dziecko, ale nie pozwolę, by była daleko od nas. Chcę by ten koszmar zniknął z jej życia, jednak jestem zbyt młoda na macierzyństwo. To moja siostra, chcę by miała jak najlepiej, dopilnuję tego.

Warunkiem jest abstynencja, naloty kuratorów i opieki wymagają tego. Matyś ma tendencję większą niż ja, dziś awanturował się z moją mamą i ojczymem przez to, że zabrałam mu kieliszki. Twierdził,  że go nie doceniam, nie szanuję. Nie mając gwarancji nie mogę jej przygarnąć pod swoją opiekę.

Wiem, że to kosztuje wiele wyrzeczeń ale kocham ją z całego serca mimo iż tego nie okazuję.
Nie zasłużyła na to.

wtorek, 18 lipca 2017

Dzień 2065.

Znów postawiono mnie przed jednym z najważniejszych wyborów w moim życiu. Wiadome, że powinnam postawić na swoim, zacząć robić co chcę, rozwijać się, troszczyć o siebie. Jednak nie potrafię. Nie potrafię do tego dążyć bez osoby przy mym boku.
Stałam się chorobliwie zazdrosna o kogoś kto bez wahania zostawił mnie pod opiekę facetowi, którego nie znam. Prosiłam, tłumaczyłam, że nie chcę. Że się boję. Mimo to wyjechał na Ukrainę. Z jednej strony nie żałuję, spędziłam wspaniałe chwile z kimś kto prawdopodobnie jest moją bratnią duszyczką. Z drugiej przeklinam siebie, że dałam się omamić zauroczeniu, kilku ciepłym słowom; nie zważając na zawalający się związek szukałam rozpaczliwie ukojenia. Byłam doprowadzona do takiego stanu, że nie chciałam być z Matim, brzydziłam się nim i jego zalotom do dziewczyn, które stały się dla Niego ważniejsze niż ja. Przyjaciele uznali, że ten chory związek powinien dawno się zakończyć. Jednak, gdy zobaczyłam go w progu pękło we mnie wszystko. Świadoma nie mogłam pozwolić mu ot tak wziąć swoich rzeczy, by wyszedł. Kocham go, a miłość jest dla mnie najważniejsza w życiu. Jestem w stanie wybaczyć wszystko, to, że zostawił mnie na parę nocy samą, by wypić z koleżankami namawiającymi go na spotkania. Boli ale znoszę, tłumię w środku.

Dałam szansę, jedynym warunkiem jest zerwanie kontaktu z dziewczynami i abstynencja. Podczas mojego urlopu zdarzyły się incydenty przez które obawiałam się o życie. Groził śmiercią, zachowywał się jak naćpany. Mówił, że lubi zapach trupów zgrzytał zębami, nie panował nad szczękościskiem, a oczy prawie mu wyszły z powiek. Pierwszy raz widziałam takie zachowanie po alkoholu.

Dziś, gdy byłam w pracy wypił podobno pięć piw. Boję się być z nim sama w domu kiedy jest pod wpływem. Chcę mu pomóc, by wyszedł z tego, zaczął dostrzegać priorytety. Wiem, że będzie to trudna droga ale dam z siebie wszystko, bo jest to zagubiona osóbka, której warto pomóc.

Dzięki niemu zerwałam z dawnymi nałogami, pokazał swą siłę i cierpliwość. Podziwiam, mam ciężki charakter ale determinacja i uczucia go poprowadziły.

Teraz moja kolej.
Wet za wet.


PS. Ostatnio po jaraniu miałam takiego bad tripa, że po tygodniu nadal boję się zasypiać.
PS2. Mam szczeniaczka! Lexis się nazywa, po koledze. :)
PS3. Wiewiór wyjechał do siebie. Szkoda, bardzo się do niego przyzwyczaiłam, brakuje mi go.

środa, 31 maja 2017

Dzień 2018.

Czasem nie warto chwalić dnia przed zachodem słońca. Rozczarowanie może boleć więcej niż przez wypowiedziane słowa.

Jestem strasznie rozbita w sobie, Zbyt wiele się dzieje bym mogła wszystko sobie poukładać. Działam chaotycznie co przekłada się na studia, pracę i życie poza nimi. Nie potrafię się pozbierać bez pomocy najbliższych, których przy mnie fizycznie nie ma.

Nie zdałam przedmiotu, przez nieobecność na ćwiczeniach. We wrześniu będę miała poprawkę. Gwóźdź do trumny. Przez brak asertywności zawaliłam to, co najbardziej dawało mi energii, chęci do działania. Czuję się teraz pusta, nie wiem czy dam radę wytrwać do końca roku. Mam jeszcze parę zaliczeń.

Zaciągnęłam niemały debet, który został wydany na używki, może przygarnięcie kolegi nie było do końca przemyślanym pomysłem. Nie wiem. Mam w głowie pustkę. Mateusz wziął L4 by móc codziennie pić i ćpać. Nie mogę tego znieść. W dodatku kręci z laskami, z jedną chce wyjechać pod koniec czerwca do Niemiec. Wiadomo jak się to skończy lepiej teraz niż później. Każdy ma swój wybór. Jedyne czego się boję to samotności, już raz ją przeżyłam. Następną być może.

.
Kryję w sobie ogromny gniew, niepokój i obsesję.

czwartek, 4 maja 2017

Dzień 1991.

Dawno pisałam tyle się działo. Jestem na nowym mieszkaaaanku! Tak się z tego cieszę, nie do opisania! Od jakichś dwóch tygodni, choć remont jeszcze nie jest skończony. Co tam, mi to nie przeszkadza. :) Lokalizacja super, mam parę kroków dalej do pracy i miasta ale w końcu na swoim.

Ponad tydzień trwała parapetówka, dziwię się że dałam radę chodzić do pracy i wracać do imprezy. Tyle ludzi się przewinęło, większości nie znam, nawet chłopak z Warszawy wszedł zapalić z nami blanta. Skąd takie akcje? Nie mam pojęcia. Były piksy, litry alkoholu i kilogramy jarania. Ale wszystko na pełnym luzie, bez spiny. Wspaniała ekipa, w końcu "ogarnięci" ludzie. Ogromny pozytyw, naprawdę nie do opisania. Pomogli uzupełnić wyposażenie domu, poznosili od siebie sztućce, pościel i inne podstawowe rzeczy. Szanuję! 

W końcu mogłam kogoś zaprosić i spędzać wieczory w miłym towarzystwie. Odpoczywam psychicznie, jestem przeszczęśliwa

Brakuje trochę pieniędzy ale będę miała współlokatora, kolegę z Ukrainy. Spoko chłopak, ćpun tyle że ogarnia życie. Praca też się dla niego znajdzie więc jakoś damy radę. 

Gorzej ze studiami. Nie jeździłam bo piłam, mam ocenę w dół z angielskiego z powodu nieobecności na ćwiczeniach. 14 i 20 maja mam egzamin, jeszcze się nie zaczęłam uczyć. Wiele godzin spędzam w pracy, trochę ciężko mi to pogodzić i się zmotywować. Boję się bardzo, że zawalę sprawę. 

Rozglądam się też nad nową pracą. Ambicja jednak ponosi. Mam nadzieję, że znajdę coś konkretnego i wezmę się za siebie. 

czwartek, 23 marca 2017

Dzień 1949.

To co się u mnie ostatnimi czasy działo jest nie do opisania.
Nigdy nie wspominałam o tym, że w zeszłe wakacje moja ciocia zabiła swojego męża. Choć wiele razy ujawniała ten makabryczny plan nie brano go na poważnie. Zrobiła to. *klik artykuł*

Dwa dni temu w moim domu doszłoby do podobnego morderstwa. Pan Tadek, teść mamy wymierzył cios nożem prosto w serce ojczyma. Grześ na szczęście zdążył zasłonić się czajnikiem i z pomocą Matiego obezwładnić wariata.
To nie pierwsza chora akcja którą nam wyrządził.
fuj
Dziś byłam w kryminalce złożyć zeznania w sprawie usiłowania zabójstwa i znęcania się psychicznego. Złożyłam wniosek, by odbyło się przeciw niemu postępowanie. Dość ubliżania od debili i kurew.

Udało mi się znaleźć mieszkanie, podpisałam umowę i staram się o dotację. W sobotę dostanę klucze. Nie mogę się doczekać, boję się, że prokurator wypuści starego i nas zadźga.
Pierwszy raz naprawdę boję się o swoje życie.

Hmm.
Poza tym.
Jestem zmęczona psychicznie, wszystko mnie przytłacza. Od miesiąca nie jeżdżę na wykłady z powodu pracy. Często myślę nad rzuceniem studiów, zbyt dużo kosztują, a i nie jestem pewna czy dam radę odwalać 8h codziennie to samo, zamknięta w czterech ścianach. Obecne pracy mam dosyć po czterech miesiącach. To tak jakbym cofała się w rozwoju osobistym, tym duchowym. Nic, muszę wytrzymać dopóki nie znajdę czegoś innego.

Ogólnie w życiu średnio mi się układa. Niekiedy wydaje mi się, że jestem zbyt stara na wszystko, zaniedbana i bezwartościowa. Boję się, że może to wziąć nade mną górę.



wtorek, 24 stycznia 2017

Dzień 1891.

Długo o tym nie pisałam.
Agniesia wróciła do nas, wygraliśmy sprawę. Codziennie są naloty do domu, ściśle kontrole. Czuję się tym zmęczona, ciężko wypić piwo po pracy czy wyjść na miasto. Mama się wtedy wkurwia, że sama nie może iść w balet. Spędza całe dnie przed kompem żeby o tym nie myśleć. Szczerze? Myślę, że długo tak nie wytrzyma.

Ja znalazłam miesiąc temu pracę. Mam do niej równe 7 min pieszo, cieszę się że w końcu nie muszę dojeżdżać. Mam umowę na 3/4 etatu ale daje w kość, jest czasem ciężko, jednakże daję z siebie 100%. Co najśmieszniejsze - znów pierwszych co poznałam byli Ci od ćpania. Tak jak na studiach. :)
Choć jestem czysta myślę codziennie o tym, by w końcu zajarać na spokojnie bez strachu, że ktoś się dowie. Temu intensywnie marzę nad wynajęciem mieszkania, pragnę czuć się wolna.
Z powodu braku swobody mój związek się nie klei. Panuje w nim monotonia. Tęsknię za spontanicznością, szaleństwem, dzikim seksem jak dawniej. Mam nadzieję że wkrótce się to zmieni.
Wszystkie egzaminy zdaję na 5tkę, jest zbyt łatwo ale uczę się pilnie. Zależy mi na zdobyciu wiedzy, nadal mam zapał do nauki.

Przez te wszystkie zdarzenia powoli ograniczam mój lęk przed ludźmi. W pracy, na uczelni wymagana jest komunikacja więc przełamuję barierę. Mimo iż dookoła słyszę, że mam się uśmiechnąć jestem szczęśliwa. Dumna ze swoich osiągnięć.

PS. Cięgle jestem nazywana anorektyczką.




sobota, 31 grudnia 2016

niedziela, 4 grudnia 2016

Dzień 1840.

Uświadomiłam sobie parę rzeczy. Kocham Matysia tak bardzo, że dałabym wszystko dla jego szczęścia. Nie wybaczyłabym sobie, gdyby coś mu się stało. Jest dla mnie wszystkim. Nie mam nikogo prócz niego. To moje Słoneczko. Wszystko co złe jest błahostką gdy mnie wspiera. Czuję się szczęśliwa przy jego boku. Nie jesteśmy idealną parą ale nie chcę niczego więcej.
Mam nadzieję, że stworzymy kiedyś wspaniałą rodzinę, choć bardzo się tego boję.

Nie jest super. Ciągle spotykamy się z problemami, ja szukam pracy. Jest mi strasznie głupio, że On pracuje na mnie, na moje studia i wydatki; od czterech lat. Marzę, by dać mu coś co wynagrodziłoby całe poświęcenie.. Jest cudowny. Oboje mamy wiele wad, nie dajemy sobie tego czego pragniemy, ale mimo wszystko się kochamy. Mam nadzieję.

Odbiegając od tematu. 13 grudnia będzie rozprawa o Agniesię, wiem że na pewno do nas wróci. O to się nie martwię. Jesteśmy postawieni w gorszej sytuacji, musimy wynająć osobne mieszkanie, by Bubu miała swój pokoik, ale najważniejsze jest jej dobro. Nawet gdybym miała wrócić do Zamarsk, a Matyś do Ukrainy. Jest to moja siostra, która wypełnia mnie ogromną miłością.

Na studiach też daję sobie radę. Pierwszy egzamin zdałam na 5, za tydzień mam następny. Poznałam już parę dziewczyn, zaczyna mi się podobać. :) Chciałabym tylko... Mieć prawdziwą przyjaciółkę. Taką najprawdziwszą z najprawdziwszych. Z którą mogłabym porozmawiać o problemach, posłuchać rad.

(Coraz bardziej boję się pisać na blogu o osobistych sprawach. Kurwa, przecież po to go założyłam.)

Często myślę o ćpaniu/jaraniu. Zamiast tego więcej piję, staję się rozgadana. Potrzebuję bliskiej osoby. Eh... Mama mówi, że jestem chora na anoreksję, robi mi śniadania, wpycha jedzenie na siłę.. Ja.. Chyba po prostu z nerwów nie potrafię jeść..

Mam 41kg, ostatnio ważyłam 43.
Potrzebuję rozmowy.

sobota, 22 października 2016

Dzień 1797.

Cóż pisać...

Rozpoczęcie studiów jakoś przeżyłam mimo stresu. Wypiłam pół butelki kropli uspokajających, które nie pomogły. Ehh.. W ten weekend nie pojechałam na uczelnię. Usłyszałam jak moja mama pijana nad ranem krzyczała: "Po chuj jej takie studia i tak nie zdobędzie pracy, wyrzuca tylko pieniądze w błoto."  Zabolało mnie to, przecież sama mnie na nie namawiała.
Pół dnia płakałam jak histeryczka, nie byłam w stanie niczego zrobić. Myślałam, że wszystko się ułoży, w końcu wyprowadziłam się od taty.. Myliłam się.. Tu jest tak samo. Na szczęście nie ma pierdolenia o pieniądzach.. Problem tkwi w tym, że nie mam pracy.. Tylko.. Oni nie rozumieją, że.. No.. Ja się boję.. Boję się..

Boję się, że... 
Nie dam rady...
Będę niepotrzebna..
Jestem beznadziejna..

Może mam fobię społeczną? Nie wiem.. Już wcześniej chciałam o tym napisać, ale bałam się. Wiem, że nie powinnam, w końcu od tego jest ten blog.. A jednak, ciągle skrywam w sobie sekrety, o których nie mam siły nawet myśleć.

Szczerze? Często rozpaczam nad tym dniem, gdy Marek mnie uratował. Przeklinam, myśląc o tym, że lepiej byłoby gdybym nie żyła..
Niekiedy przewijają się wizje, jakby to było, gdybym spróbowała jeszcze raz. Chciałabym. Bardzo. Jednak coś mnie trzyma przy życiu.

Każdy nie traktuje moich wyznań poważnie. Nie rozumieją, że dużo mnie kosztuje ich powiedzenie.

 Kurwa. Istny cyrk. Nic się nie układa, wszystko wychodzi źle,
ja pierdole.

poniedziałek, 5 września 2016

Dzień 1750.

Wiele się zmieniło.
     Zmęczona wyjechałam na Ukrainę by odpocząć. Dwa dni później dowiedziałam się, że Agniesia znów została zabrana, trafiła do rodziny zastępczej. Nie potrafię sobie wybaczyć, że nie przyjechałam, odwlekałam spotkanie. Prosiła, mówiła, że pójdziemy na basen, bym się pośpieszyła. Czuję się winna, może gdybym była z nią zostałaby, a teraz widzimy się tylko raz w tygodniu przez godzinę. Kocham ją bardzo mocno, płaczę za każdym razem gdy pomyślę co takie małe dziecko musi przechodzić. Krzyczała że chce do domu, do tatusia, że się boi, kocha nas i bardzo tęskni. Ma tylko 3 latka, a przeżyła zbyt dużo i rozumie sprawy o których nie powinna wiedzieć.

Jestem dumna z mojej mamy, że się nie poddaje. Szuka dobrego prawnika, który pomoże wygrać sprawę, mnie zmotywowała do podjęcia studiów. Pytała po znajomych, jeździła ze mną, aż w końcu zostałam przyjęta na administrację w mieście obok.

Zamieszkałam u niej w Rybniku. Z Matysiem, który rzucił pracę, zerwał kontakt z rodziną. A wszystko dlatego, że jedyne co w życiu widzą to pieniądze. Zostałam wyzwana od dziwek, bo przychodziłam na noc do swojego chłopaka z którym jestem pięć lat. Przez to, że nie znalazłam pracy. Bo tylko on zarabia. Aha. A parę miesięcy temu byłam dla jego matki bóstwem,

Ostatecznie wyszło tak, że pofurałam sobie trochę, poćpałam dopa spotkałam się w końcu z Bartkiem, moją wielką miłością. ;) Nie żałuję, czekałam wiele lat na ten moment.


wtorek, 28 czerwca 2016

Dzień 1681.

Nie wiem co napisać. Miałam parę postów ale nie odważyłam się ich wstawić. Gdyby nie komentarze pewnie dalej byłaby pustka. 

A więc.. 

Zdałam część ustną matury z dobrym wynikiem, dużo się uczyłam, miałam motywację. Byłam zadowolona, że pójdę na studia, znajdę pracę dzięki której mogłabym się rozwijać i zaczęłabym żyć. Myliłam się. Nie ma takiego kierunku w pobliżu. Nie stać mnie na dojazdy, nie chcę być daleko od bliskich. 
Nie chodzi o to. Przykre jest.. że nie wiem co chcę robić w życiu. Nie mam wymarzonego zawodu, żadnych planów.. Na studia chciałabym iść tylko po to, by udowodnić że dam radę i nie skończę jak ćpunka. Kierunek podpowiedzieli mi znajomi, sama nie jestem do niego przekonana.. Mam ten problem od paru lat ale dopiero teraz sobie uświadomiłam, że tak naprawdę chyba nie dojrzałam do niczego. Milczę, tłumię płacz. Wypaliłam się przez tą bezsilność, naprawdę nie mam siły. Znów pocięłam się. 
Brakuje mi szczerej rozmowy, wszystkim wydaje się to takie proste. "Chcesz to idź." Rozumiem, że jest to moja decyzja i nikt za mnie wybierać nie może.. Jednak co mam zrobić, gdy nie wiem co robić? Źle się z tym czuję, tydzień jarałam, ćpania odmówiłam. Nie mam apetytu. 

Jest mi bardzo smutno, bardzo, bardzo, bardzo. 



piątek, 15 kwietnia 2016

Dzień 1608.

Walczę ze sobą by się nie zaćpać. Zmierzałam dziś dwa razy w kierunku apteki, po czym wróciłam. Wróciłam pełna wyrzutów, z myślą, że jestem podwójnie beznadziejna. Raz: że nie kupiłam Acodinu, dwa: że w ogóle o nim pomyślałam. Później miałam odebrać kryształ, nie poszłam. Bałam się.

Jestem na skraju depresji, obwiniam się o wszystko. Żyję w toksycznym związku, który mnie wyniszcza od środka i powoduje obłęd. Czuję się nierozumiana, jak ofiara losu. Raniona codziennie myślę, że to przeze mnie. Zerwałabym ale nie mam na tyle odwagi. Nikt nie zechce takiej dziewczyny. Jestem gównem.
Ciągle płaczę, uciekam od ludzi.

Nie czuję się kochana, atrakcyjna, brakuje mi choć małej oznaki zainteresowania. Kiedyś narzekałam, że jestem obsypywana pytaniami, po paru latach uświadomiłam sobie, że brakuje mi tego. Wiem, że jestem wrażliwa, ale czy to aż taka negatywna cecha? Chcę tylko czuć się kochana. :(


środa, 6 kwietnia 2016

Dzień 1599.

Baaaardzo długo przymierzałam się do napisania czegoś.
Luty i marzec przepiłam, dużo się działo. Matyś się wyprowadził parę domów dalej, nie widujemy się często, mam dużo czasu dla siebie. Zdążyłam już po stokroć znienawidzić swoje ciało, znów zapanowała mną mania estety. Chciałam tylko ograniczyć zbędne jedzenie, ćwiczyć. Zamiast tego teoretycznie nie jem, a w nocy katuję moją sylwetkę. Nie wiem dlaczego tak się stało. Pewnego razu spojrzałam na siebie, dostrzegłam nadmierne centymetry, ogromne dupsko, uda i brzuch. Na samą myśl mdli mnie, zabiera apetyt.

Chcę nadrobić tą skazę idealnym wyglądem. Przestać się wstydzić. Być piękną.
Ja pierdole, płaczę.

Tak ogólnie jest jest wspaniale, poza tym, że czuję się samotna. W szkole dalej średnia 4,2 nic się nie zmieniło. Za miesiąc matura, w końcu będzie po wszystkim. Chcę przyćpać ale z drugiej strony coś mnie hamuje, dziś odmówiłam.

Głupio tak, że w każdym poście piszę smuty, przecież ciągle chodzę radosna. Powinnam mniej myśleć. :v

poniedziałek, 14 marca 2016

Dzień 1575.

Nie mogę już z "tym" żyć. Czuję, że jestem nic nie warta, zepsuta, czekająca na robaczywienie. Uciekając od miłosnego uniesienia rzucam się w przepaść by uniknąć odpowiedzi na drażniące pytania. Spadając wbijam sobie nóż w serce,
przecież tak uniknę cierpienia.
Straciłam skarb pospolity, który wywierca mi dziurę od środka. To ma być zemsta losu? Wygrałeś.
Pozbawiona kobiecości, spontaniczności i wdzięku narażam się, pragnę samotności jednocześnie jej nienawidząc. Nie chcę całe życie uciekać, nie chcę słyszeć szyderczego śmiechu. 

Wszystko na nie.

Ciało, zabiję cię.


piątek, 29 stycznia 2016

Dzień 1529.

Jeb, wszystko się komplikuje.


niedziela, 24 stycznia 2016

Dzień 1524.

Kryształ po raz drugi. 
Dużo o nim myślę. 
Generalnie dużo myślę o ćpaniu. 
Oby się to wszystko już skończyło.
Zamiast wspierać robi mi smaka. 
Nawet nie krzyczy.
Zauważyłam, że się boję.
Wszystkiego.
Ciągle czuję lęk.


Ważę prawie 42 kg.
Chudnę.

Niby wszystko jest normalne, dużo się śmieję, jest dobrze.. Chyba mam rozjebaną psychikę, nie wiem zupełnie co robić. :x

wtorek, 5 stycznia 2016

Dzień 1505.

Dwa tygodnie wolnego od szkoły, pierwsze święta w wspaniałej rodzinnej atmosferze, śpiewanie kolęd z Agniesią, tydzień u Matiego i świetny Sylwester. Czuję się wspaniale, wypoczęłam psychicznie, tego najbardziej pragnęłam. Choć w domu nikt się do mnie nie odzywa, traktują mnie jak intruza mam ogromne wsparcie u mamy, teściowej i Matysia. Wierzę w to, że uda nam się jak najszybciej wyprowadzić, mieć własne mieszkanko. Żyć skromnie ale szczęśliwie, bez codziennych awantur o pieniądze. Krytykują to, że jestem w liceum, że chcę od października iść na studia, więc co to za rodzina?
Nie będę udowadniać, że sobie bez nich poradzę, po prostu wyjdę spakowana i do widzenia. Skoro nie chcą mojego szczęścia i za wszelką cenę próbują go zniszczyć, będą mogli zapomnieć o utrzymywaniu stałego kontaktu.

To jest moje marzenie i zarazem postanowienie - zacząć żyć.                             

16 tygodni do matury, więc trzeba wziąć się w garść.
Pamiętaj! Kim jesteś?
-ZWYCIĘZCĄ!