Rok zaczął się obiecująco. W styczniu dostałam prezent za ukończenie studiów. Ojczym miał życzenie byśmy polecieli gdzieś na wycieczkę, więc wybrałyśmy z mamą Kenię. Był to najlepszy czas jaki sama z nią spędziłam. Chciałabym więcej takich chwil, każdą chłonęłam jak gąbka, bo są one ulotne. Z początku brakowało mi Matysa ale później skupiłam się na tym co jest tu i teraz. Mam nadzieję, że będzie jeszcze okazja wyjechania gdzieś we dwie, odcięcia się od rzeczywistości i spędzenia w 100% czasu razem.
Niedługo wcześniej wprowadził się do nas szwagier. Przez blisko dwa miesiące nie umiał znaleźć pracy, zawiodła nas znajoma z rekrutacji, która dawała złudną nadzieję, a czekaliśmy na nic. W tym czasie zdążyła być u mnie dwa razy policja, raz zadzwonił szwagier, gdy byłam na wakacjach, raz ja, luby zmienił się bardzo przy nim. Rozumiem to, chciał pokazać, że nie warto z nim wojować, a młody non stop prowokował, bo nie miał co ćpać i nie pił. Druga sytuacja nawet nie wiem z czego wyniknęła, za dużo wypiłam. Skończyło się tak, że szwagier zostawił wszystko i wrócił tam gdzie wcześniej mieszkał, stwierdził, że prędzej się pozabijają, mimo że kochają się jak bracia, nie powinni razem mieszkać. Odetchnęłam z ulgą, bo cenię sobie prywatność ale w głębi duszy chciałabym żeby młody był tu blisko nas.
9 marca odwiedziłam babcię w szpitalu, jej stan się pogorszył po wcześniejszej infekcji. Była bardzo słaba, powiedziała raptem parę słów. Cały czas mocno trzymała lubego za dłoń, ściskała ją przez blisko 2 godziny, co strasznie wryło mu się w pamięć. Ja nigdy nie zapomnę jej delikatniej skóry, którą głaskałam przez cały czas. 13 marca, gdy skończyłam nocną zmianę, dostałam wiadomość, że babcia zmarła. Była mi bliższa niż ktokolwiek inny, i choć zabrzmi to źle, poczułam ulgę. Nie mogłam znieść tego, że jest zdana na innych ludzi, że nie może nic koło siebie zrobić, podnieść się, tylko leżała przez 4 lata na łóżku i czekała aż ktoś ją odwiedzi. Nikomu nie życzę takiego życia. Najbardziej boli mnie to, że przez ostatni rok odwiedziłam ją parę razy, a miałam do niej 5 min spacerem. Byłam wiecznie zachlana, ciągle nie było czasu, a przecież czas mam, obecnie nie mam żadnych innych obowiązków niż praca.
Cały czas martwiłam się co z lubym, czekaliśmy na decyzję odnośnie operacji. Odczuwa ból, a ja panikuję, robiąc z niego sierotę, by nic nie nosił, by nie przesilał się fizycznie. Jego charakter oczywiście na to nie pozwala, a ja się dodatkowo stresuję. Mało inwazyjnej operacji nikt się nie podejmie, więc postanowiliśmy, że będziemy wzmacniać mięśnie wokół kolana. Kupiliśmy do tego rowery, co i tak planowaliśmy wcześniej. Życie dzięki nim już nabrało koloru, a lato dopiero przed nami. (:
Początkiem kwietnia poleciałam na spontanie do Egiptu. O godzinie 10 zrodził się pomysł, a o 17 już wiedziałam, że lecę. Lubię takie akcje, lubię spontaniczność. Tydzień spędziłam na leżakowaniu, opalaniu i drinkowaniu, fajnie było odpocząć bez stresu, bez planu. O mało się nie utopiłam, zostałam sama na środku morza, fale zmiotły mnie na płytką rafę koralową, o którą się kaleczyłam chcąc płynąć, ale przypłynął po mnie jakiś rusek i mnie wyciągnął na głęboką wodę, gdzie mogła przypłynąć motorówka. Mimo wszystko wolę aktywne spędzanie czasu, lubię zmiany, gdy coś się dzieje. Może niekoniecznie aż tak, ale wspominam to bardzo dobrze, mnie już chyba nic w życiu nie straumatyzuje.
Co jest ciekawe, bo luby coraz częściej ćpa, a mnie to po prostu gdzieś w tle wkurwia. Jest mi to bardziej obojętne, a raczej nie powinno. Nie wiem czy jest to już u mnie odbierane jako standard, jako coś normalnego, choć przecież wiem, że normalne to nie jest. Martwi mnie co będzie w przyszłości. Myślę o założeniu rodziny, a nie mogę ręczyć, że nie będzie walić gdzieś ze znajomymi. Kocham go całym sercem, jest moim ukochanym dla którego zrobię wszystko, rozumiemy się bez słów i w ogóle jest całym moim światem, ale patrzę też na swoje życie. Miłość to nie jest wszystko, wbrew temu co myślałam wcześniej, uważam że nie warto poświęcać swojego życia w imię uczuć. Może on się nimi bawi? Wie, że może zrobić wszystko i to wykorzystuje? Ja też mam z drugiej strony wolną rękę, pytanie czy tak powinno wyglądać życie? Niby razem ale jednak trochę osobno? Choć lubię ten rollercoaster, to nie wierzę, że przy dzieciach luby zaprzestanie swoich przygód, wolałabym zapewnić wszystkim stabilność, miłość, opiekuńczość, bez stresu, że komuś znudzi się zabawa w domek i pójdzie w tango.
Dziś znów ćpał. Nie jestem lepsza, bo też piję, ale wydaje mi się, że tylko ja myślę o poważnej przyszłości, nie życia z dnia na dzień, yolo, imprezach i beztrosce.
Też ostatnio zajebałam, pewnie gdybym mogła to bym waliła razem z nim, przypomniałam sobie, że lubię ten stan. Właściwie to jest mi to wszystko jedno, wcześniej miałam jakiś wewnętrzny hamulec, który mnie powstrzymywał, a teraz czuję obojętność. Mogę? Wezmę, czemu nie, i tak nie mam nic lepszego do roboty. Jak miałam 15 lat pisałam, że pragnę znaleźć taką miłość życia dla której zacznę normalnie żyć, a jak widać po latach nie wyszło z tego nic. Przegrałam, stoję w miejscu cały czas.
Nie wiem tylko co mam robić, brakuje mi odwagi. Przecież taką osobę kocha się tylko raz w życiu. A może to jednak przyzwyczajenie?











