wtorek, 15 maja 2018

Dzień 2366.

Minęło już pół roku, a czuję się jakby to było wczoraj. Dużo się wydarzyło w tym czasie, niektóre sytuacje były niepotrzebne, do większości spraw mogłam się bardziej przyłożyć, postarać się. Wszystko co zrobiłam, mogłam zrobić lepiej. W ogóle mogłam ten czas lepiej wykorzystać, nie skupiałam się na sobie, nie zmierzałam w żadnym kierunku samorealizacji, zachowanie wewnętrznego spokoju i spójności stały się dla mnie obce tak samo jak ówcześni najbliżsi.
Wyrzucono mnie ze studiów, a został tylko rok do licencjatu. Choć po czasie zdałam sobie sprawę, że kierunek nie jest tym wymarzonym szkoda poświęconego czasu tym bardziej, że do końca zostało niewiele. Na pewno jeszcze wrócę na uczelnię, nie odpuszczę.

Teraz nic mnie nie trzyma. Wakacje coraz bliżej, a z nimi moje plany. Mam naprawdę zajebistą, dobrze płatną pracę, po miesiącu awansowałam, zajmuję się ekspedycją. Nie chcę z niej rezygnować, drugiej takiej na pewno nie znajdę. Lubię do niej chodzić, przebywać z ekipą. Codziennie poznaję wspaniałych ludzi z każdego zakątka ziemi, ciekawostki, różnice kulturowe jeszcze bardziej podsycają moją żądzę poznania świata. Na to trzeba więcej czasu niż sam urlop, do lipca muszę to przemyśleć. Coś czuję, że jak zawsze skończy się na tym czego nawet nie brałam pod uwagę, pod postacią czystego spontanu.

Poza tym. Minęło 1,5 roku odkąd nie ćpam, ostatnio miałam chwile zawahania jednak nic z tych rzeczy. Już swoje przeżyłam, nie ciągnie mnie do tego. Jedynie jaram często, w sumie to codziennie. Ale porównując do tego co było w liceum to jeszcze dużo mi brakuje. :')
Ogarniam wszystko na spokojnie, podchodzę z dystansem, powoli spłacam długi.
Ten rok jest ciężki, niestabilny.


P.S.  Lexis jest w schronisku.


czwartek, 29 marca 2018

Dzień 2319.

Nie powinnam była się bać, bardzo szybko zaaklimatyzowałam się w pracy i domu. W ogóle nie tęsknię za Rybnikiem, wystarczy że przypomnę sobie te wszystkie imprezy, patologię, a jeszcze bardziej daje mi do zrozumienia, że nie warto wracać. Przecież zaczęłam życie od nowa, daleko od wszystkich i wszystkiego. Bardzo dobrze się tu czuję. Nie piję, naprawdę. Codziennie jeżdżę na rowerze, chodzę na siłownię. Żadne postanowienia czy motywacje. Po prostu chcę i to robię.

Nadal nie utrzymuję z nikim kontaktu, niby czasem potrzeba kłótni by się pogodzić, jednak myślę, że nie warto. Mam osobę, która chwyci mnie za ramię, choć jest daleko mam nadzieję, że nasze relacje się nie zmienią, że będzie tak jak jest teraz. Nigdy nie zapomniałam o przyjaciołach, jednak często zależało mi na tych na których nie warto. Co noc o tym dumam, nie wymarzę z pamięci grudniowych wieczorów. A myślał, że nie podchodzę do niego serio, bałam się, że nie potrafi mnie kochać, że nie odwzajemnia uczuć. Nie dałam sobie rady z nim, z samą sobą. Staliśmy się dla siebie obcy.

Cieszę się, że zaryzykowałam, w domu byłam pogrążona w depresji, teraz szybko się regeneruję, odpoczywam psychicznie. Oby tak się utrzymało przez kilka miesięcy, a kto wie. Może zostanę tu na dłużej, może zacznę realizować swoje podróżnicze marzenia.


Waga bez zmian 42/43 kg.

wtorek, 6 marca 2018

Dzień 2296.

Wyjechałam z Rybnika. W końcu odpoczęłam psychicznie, ten tydzień był naprawdę ciężki. Dynamika zdarzeń z każdą chwilą wpędzała mnie w depresję i jeszcze większą bezradność. Miałam teraz czas i warunki, by na spokojnie ułożyć sobie wszystko w głowie, ocenić i wyciągnąć wnioski. Ciężko mi o tym pisać, chciałabym podzielić się swoim szczęściem, wyjawić, że mam cudownego faceta i układa się w życiu. Tak nie będzie.

Zakochałam się. Inaczej - rozkochał mnie w sobie. Zbyt dużo myślałam o "nas", snułam plany, pragnęłam stać się dla niego jak najlepsza. Byłam gotowa wiele zmienić, wiele znieść, gdybym miała pewność, że naprawdę mu zależy. Choć bardzo mnie to boli, cieszę się, że do tego nie doszło. Łatwiej zerwać kontakt niż skonfrontować to co usłyszał ze mną. Faktycznie, zbyt dużo się działo ostatnio ale tak samo bardzo to przeżywałam, odbiło się to na mojej psychice i podejściu. Powtarzał: "rzeczy łatwe są mało warte", teraz wiem ile te słowa dla niego znaczyły. Zjebałam sprawę, wiem o tym. Nie będę płakać, dał mi tyle szczęścia ile mógł, a ja każdą chwilę z nim traktowałam jakby była ostatnią. Mam jego cząstkę, znalazła ona swe miejsce. Żałuję, że trochę po czasie ale tak jak radził mi Bruks zerwałam wszystkie toksyczne znajomości, chcę zrobić wielki reset.

Dopiero do mnie dotarło jak bardzo Melowi musiało zależeć, że był w stanie pogodzić się z tym, że spałam z innym, chciałam z nim ułożyć życie. Jak bardzo był zdesperowany, że wjebał się między nas z butami i do czego się posunął by nas skłócić. Wszystko bym do niego wróciła. Myślałam dużo o tym. Kiedyś byliśmy idealną, zgraną parą. Patrząc na takich podczas podróży miałam przed oczami ciąg zdarzeń, tysiące wspomnień, momenty i sytuacje, gdy czułam jak bardzo go kocham. Coś pięknego, dałabym wszystko, by móc poczuć to jeszcze raz.

Jednak obiecałam sobie, że nie będę się w nic angażować. Wybrałam samotność, z czasem się do niej przyzwyczaję. Nie chcę mieć nikogo innego, nie potrafię. W moim sercu nie ma miejsca, zostało już oddane, wypełnione. Wolę się męczyć niż dawać komuś złudne szczęście, nikogo już nie zranię. Zapłacę za swoje błędy, choć to najgorsza kara wyciągnęłam z niej naprawdę dobrą lekcję. Nie będę unosić się honorem, nie pozwolę już nigdy nikomu odejść. Był moment w którym zapanowała nade mną znieczulica, choć nie trwało to długo, wyrządziła zbyt wiele przykrości. Przez głupotę ponoszę tego konsekwencje. Zawalczę w końcu o siebie, postaram się na nowo odzyskać spokój, opanowanie, by być w znów tą Adą, której alkohol nie wyznaczał ścieżki, nie pomagał dokonywać wyborów, tym bardziej zatapiać smutki. Tak jak usłyszałam - czasem trzeba się zniszczyć, tak obecnie pragnę się odbudować. Kiedyś to przeżyłam, stałam się silniejsza. Myślę, że teraz będzie podobnie, jednak w tym przypadku nie robię tego dla kogoś, tylko dla siebie samej.

Mam nadzieję, że uda mi się odzyskać szczęście, zacznę realizować plany i stanę się osobą bogatszą wewnętrznie. Nie mam na myśli uczuć tylko wartości. Przez doświadczenia powoli tak się staje, jednak musi minąć trochę czasu bym powoli i starannie układała wszystko od nowa. Nie wyprę się tego co czuję, nawet nie chcę zapomnieć, jednak to jest moment, gdy muszę i chcę się w końcu odnaleźć.

niedziela, 25 lutego 2018

Dzień 2287.

Po ponad tygodniu picia trochę ogarnęłam kapę. Zajebiste jest bycie trzeźwym. Podjęłam racjonalne decyzje, które raczej nie będą miały swojego miejsca w przyszłości. Ze względu na długi chciałam wyjechać z byłym do Holandii. Spotkałam się z nim trzy dni temu. Cały czas myślałam o osobie, która tak naprawdę nie istnieje. Zbyt bardzo go wyidealizowałam przez tą rozłąkę. Kiedyś był cudownym człowiekiem jednak zabił tą najwspanialszą część siebie. Stał się podłym chujem, nie potrafię z nim żyć. Przyjechał do mnie najebany choć prosiłam, że nie chcę go widzieć w takim stanie. Nie wierzę w to, że może być między nami dobrze, wszystko i tak sprowadza się do kłótni.

Mimo tego co przeżyłam i czułam nie potrafię zapomnieć o drugiej osobie. Choć często myślę, że zostałam najzwyklej wykorzystana i oszukana, łudzę się, że się mylę. Czuję coś do niego, chciałabym wierzyć, że naprawdę jest takim jakim jest przy mnie, dla mnie. Nie lubię tak poważnych zmian w życiu, boję się. Boję się, że byłby to zły wybór. Jestem wypłukana z uczuć. Moja zazdrość i jego wahania zabiłyby mnie od środka. Zbyt wiele bym chciała, jego na wyłączność, by nie było miejsca w jego życiu dla nikogo innego. To niemożliwe. 

Poza tym wyprowadzam się. Jeszcze nie wiem gdzie, nie mam siły o tym myśleć, a został mi ostatni dzień. Chyba liczę na łut szczęścia. 

Wiosna.



piątek, 16 lutego 2018

Dzień 2278.

Zapiję się.
Nie mam dla kogo żyć.


środa, 14 lutego 2018

Dzień 2276.

Najgorszy dzień w tym żałosnym życiu. 


poniedziałek, 12 lutego 2018

Dzień 2274.

Chciałabym w końcu móc napisać, że wszystko się ułożyło i jestem szczęśliwa. Choć to takie proste, boję się wypowiedzieć te jedno słowo. Kto ma być odbiorcą? Zupełnie nie wiem co robić. Nie słyszę odpowiedzi.

Ciężko mi to poukładać. Nie pomyślałabym, że te uczucia legną w gruzach. W myślach dalej każdy spacer, picie do dna. Szósta rocznica obchodzona oddzielnie, to dla mnie trudny tydzień. Brnąć w to co zostało niejednokrotnie zniszczone i odbudowane na nieszczęściu, rozpaczy i bólu? Umrę z żalu. Z czasem ta miłość się potęgowała, jednak pojawiło się zbyt wielu ludzi, przez których się poróżniliśmy. Stąd moje obawy. Kontynuować to co trwa?  Jego tajemniczość choć pociągająca przytłacza mnie. Boję się. Najlepiej by było, gdybym była sama.. Dlaczego muszę przez czyjeś decyzje najbardziej cierpieć? Być stawiana przed jebanymi wyborami, które zmienią moje życie na lepsze lub gorsze. Nie potrafię opisać tego co czuję, jestem wypłukana, nie mam siły by nad tym myśleć. Czy to w ogóle miłość? Przyzwyczajenie? A może zauroczenie? Mogę napisać, że jestem rozdarta między dwoma facetami, którzy mają dla mnie znaczenie ale to nie jest zbyt ekspresyjne. Wariuję, naprawdę. Im dłużej to trwa, tym bardziej brak mi chęci do działania. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji, jestem zbyt słaba psychicznie, by podejść do tego racjonalnie.
Zasługuję na trochę miłości.. Ale wtedy zawsze zaczynają się kłopoty..

Gnębi mnie samotność.

środa, 7 lutego 2018

Dzień 2269.

Tak jak nie potrafię z nim
tak nie potrafię bez niego
żyć.



Cóż więcej pisać.

piątek, 26 stycznia 2018

Dzień 2257.



Dlaczego nie wziął mnie ze sobą?
Dlaczego mnie zostawił?






środa, 17 stycznia 2018

Dzień 2248.

Odjebało mi. Naprawdę. Chyba zbyt bardzo wmawiałam sobie, że wszystko jest tak jak być powinno, że jest dobrze. Nie powinnam pić, by tłumić emocje ale czasem tak po prostu jest łatwiej aniżeli starać się poskładać myśli, by wypowiedzieć jedno i tak nie mające sensu ani znaczenia zdanie. Wszystko się skumulowało. Ryczałam, cięłam się i piłam na zmianę przez 9 godzin. Sama już nie wiem czy ze złości, smutku, tęsknoty, nienawiści a może miłości. Chyba wszystko na raz.

Niszczenie tego co posiadam opanowałam do perfekcji, przez swoją niestabilność tracę ludzi na których mi zależy, którym mogłam, wręcz powinnam służyć najlepiej jak potrafię, by czuli przy mnie to czego nie da im nikt inny. Wróć. Gdybym tylko nie odmówiła pomocy, którą mi ofiarowano byliby przy mnie. No tak, to przecież oczywiste. Jestem żałosna. Chcę dawać szczęście, staram się jak mogę, temu nie chcę obarczać swoimi problemami i czasem pęka we mnie wszystko.. Wiem, że to zachowanie poniżej wszelkiej krytyki, może gdybym po prostu się przytuliła, nie prosząc i nie pytając byłoby inaczej.

Ciężko mi zapomnieć, choć z dnia na dzień czułam się lepiej wciąż żyłam wspomnieniami, które są zbyt wyraziste, by je wymazać. Najgorsze jest rozdrapywanie ran, które nawet nie zdążyły się zagoić. I tak za każdym razem, gdy pisze, że kocha.


"Chwyć moją dłoń mocniej i powiedz, że to mi się śniło."






środa, 3 stycznia 2018

Dzień 2234.

To koniec. Koniec wszystkiego. Dotychczasowego życia, smutku i radości dzielonych razem. Rozpoczynamy nowy rozdział, szkoda że osobno, choć tak może będzie lepiej, gdy po tylu latach jedno nie potrafiło zaufać drugiemu, a przecież to podstawowy filar, którego pielęgnacja jest najważniejsza. Przykre jest to, że wyszło to w takich okolicznościach; On daleko, ja mieszkam z innym. W sumie tak było mu łatwiej podjąć decyzję, gdybyśmy się widzieli przytuliłabym się i nie pozwoliła odejść. Wiedziałam, że Holandia go zniszczy, zniszczy nas. Uroił sobie, że go zdradzam, choć nigdy do tego nie dopuściłam i na pewno bym tego nie zrobiła. Mam nadzieję, że sam w to nie wierzy, to nie jest prawdą. Zawsze walczyłam o ten związek, zawsze był tylko On. Nawet po chwilach wątpliwości te uczucie powracało ze zwiększoną siłą, może to przyzwyczajenie ale kurwa po 6ściu latach nawet teraz jestem w stanie wykrzyczeć jak bardzo go kocham. Kochałam?

Nie wiem.
Boję się, że nie będę potrafiła znów obdarzyć kogoś tak silnym uczuciem jak Jego. Marku, teraz rozumiem co czujesz.

Jestem rozbita w sobie, nie potrafię jeść, od świąt schudłam 2 kg. Nie rusza mnie uczucie głodu, nie chodzi nawet o to, by chudnąć. Nie wiem. Może podświadomie jednak tego chcę? Wrócić do starego trybu życia, by... Przecież zerwałam z Aną dla Niego. To chyba ma sens.
Boję się jej, zwariuję jeśli to się powtórzy.




Nie można się poddać.

Waga: 42kg

niedziela, 17 grudnia 2017

Dzień 2217.

Zbyt wiele się działo, by to opisywać. Po urodzinach wytrzeźwiałam dopiero 10 grudnia. Tydzień nie piłam aż do dziś. Choć raz obchodziłam je ze znajomymi, przyjaciółmi. Mimo zdemolowanego mieszkania było warto, bo to pierwsze urodziny spędzone z kimś.
W zeszłym tygodniu Mati i Seba wyjechali do Holandii na pół roku. Zostałam sama z Bruksem.
Ten tydzień był najwspanialszym jaki przeżyłam. Naprawdę. Odnowiłam kontakt ze starym przyjacielem; byliśmy na pizzy, bilardzie i w kinie. Nigdy nie bawiłam się tak cudownie na trzeźwo, dał mi nadzieję, że picie nie jest do tego potrzebne. W jego towarzystwie czuję się swobodnie, mogę być sobą. Tą popapraną jak kiedyś, nietrzymającą się schematów Adą. Zawarliśmy układ - ja ograniczam do minimum alkohol, On energetyki. Dobrze nam idzie.
Znalazłam w sobie motywację, pragnę zmian w życiu. Myślę, że to przez samotność, w końcu przez Matiego piłam. Rozstanie przeżyłam bez płaczu, bez żadnych uczuć. Prawda, tęsknię, chcę się przytulić, poczuć bliskość, ciepłe ciało. Jednak już od dawna nie dawał mi pełnej miłości, tylko smutek i rozczarowanie. Wiem, że wyjechał dla nas, byśmy wyszli na prostą, spłacili długi, doceniam to, że zdobył się na odwagę i mi zaufał. Ale.. To nie zatuszuje tego co do tej pory przeżyłam.. Przed wyjazdem znów groził nam śmiercią, życzył mi najgorszego.. Nie zapomnę tego.. Tego ile przez niego płakałam, nie przespałam nocy..

Teraz promienieję radością, jestem szczęśliwa.. Szczęśliwa bo.. Choć.. Ehh.. Znów pojawiła się w moim życiu osoba która.. Daje mi ku temu powód.. Ale wiem, że to moja wina, wina tego że zbyt szybko przywiązuję się do ludzi.. Nienawidzę tego..

Nie chcę znów po paru latach związku być obiektem.. Chcę czuć się pociągana, być całowana i doceniana.. Nie zasypiać w swoim śnie bez buziaka, przy facecie który utrzymuje w przekonaniu że jestem cudowna i seksowna oglądając napompowane rżnięte cycki. Tak jakbym była panią do towarzystwa, tylko za darmo. Raz w miesiącu dwa ruchy, bez emocji i uczuć. Nie pamiętam co to seks. Męczą mnie kompleksy.

Nie odzywałam się gdy było posprzątane, poprane, a ugotowany obiad stygł, w końcu cały czas jestem tą najgorszą. Nie liczy się co zrobiłam, to że w wolnej chwili pracuję nad swoim tyłkiem, by stał się jędrniejszy. By być dla niego atrakcyjną.

Nie wiem czy mnie kocha, czy jest mu po prostu wygodnie.

Dam sobie jeszcze trochę czasu, nie chcę zbyt szybko podjąć decyzji, nie lubię działać pochopnie. W sumie tak samo jak nie lubię krzywdzić bliskich mi osób..

Jak na razie psychicznie czuję się dobrze, odstawienie alkoholu choć na tak krótki czas pomogło mi. To także zasługa Bruksa, w jego towarzystwie nie potrafię się nie uśmiechać..

Oby tak było cały czas..



Boję się  przyznać do swoich uczuć.

sobota, 9 grudnia 2017

Dzień 2209.

Ej, jestem nawdupiana DXM'em, zjarana i wypita.







sobota, 4 listopada 2017

Dzień 2174.

Jestem ciekawa jaka bym była obecnie, gdybym nie przeszła tego wszystkiego. Pewnie skromna, ułożona, cicha. Czuję że coś wyniszcza mnie od środka. Moja psychika jest zjebana jak nigdy. Zastanawiam się nad psychologiem.
Chyba czas bym zaczęła pisać.

Kiedyś potrzebowałam osoby, która poświęci mi swój czas bym dała radę wyjść z nałogów i anoreksji. Na szczęście udało mi się. Problem tkwi w tym, że odkąd mieszkamy na swoim Matiemu odpierdala po alkoholu. Boję się go. Na nic moje prośby, zakazy i szantaże. Ma to w dupie. Jara cały czas zamiast wziąć się za robotę, bo toniemy w długach. Chciałam odpocząć od picia, zrobić sobie dłuższą przerwę, ćwiczyć, spędzać miło czas jednak nie da się, gdy widzisz cały czas go napierdolonego i musisz się napić żeby nie dostać do głowy. Ta sytuacja mnie przerasta. Nie jaram od lipca, czuję że mam problemy ze sobą i pragnę by dalej mi pomagał zachować stabilizację.

Myślę nad poważną zmianą. Nie mam zamiaru zostać z alkoholikiem, który nawet nie próbuje wysłuchać tego, że także ma problem i warto coś w tym zrobić. Na każdą moją próbę rozmowy reaguje tym, że "pierdolę" albo nie ma nic do powiedzenia. Ja chcę kurwa mać faceta. Ułożonego,  nie pijaka i ćpuna. To wszystko zaszło za daleko. Muszę to przerwać. Nie jestem szczęśliwa, nie mam ku temu powodów, gdy w życiu nie idzie tak jakbym tego chciała. Mieszkam z trzema ćpunami. Lubię ich ale widok staczających się osób mnie przygnębia. Nawet nie wiem co mam zrobić, by sobie pomóc. Nie mam z kim o tym porozmawiać; to delikatny temat. Ciężko się otworzyć, brakuje mi ogarniętej osoby, która podeszłaby do tego tematu trzeźwo. Mam rzucić wszystko i wyjechać? Nie potrafię, nie jestem zbyt silna i gotowa na to.
Szczerze? W zeszłym roku głupim zbiegiem okoliczności poznałam faceta, który bardzo mi imponuje. Nie utrzymujemy stałego kontaktu, nie znam go ale coś mi podpowiada, że jest wyjątkowy. Nie wiem jak to określić. Chciałabym go poznać, jestem bardzo ciekawa co kryje ta jego tajemniczość. Nie będę niczego robić w tym kierunku, uważam że to nie ma sensu. Piszę tylko dlatego, bo jest to osoba, która pobudza moją wyobraźnię i w jakimś stopniu ma dla mnie znaczenie.


PS. Ważę 45kg. Jestem turbo gruba, przez brzuch ledwo widzę ziemię, a dupa nie mieści mi się w spodniach. Czas działać.

PS2. 17nastego stuknie mi okrągłe 20 lat, w moim wieku powinnam szaleć i się bawić, a nie zamartwiać wszystkim. :/

niedziela, 8 października 2017

Dzień 2147.

Chyba nic nie wywołuje u mnie tak pozytywnych emocji jak kolorowa, słoneczna jesień. Siedząc przykryta kocem i patrząc za okno z kubkiem gorącej herbaty wraca dużo cudownych wspomnień, powstają nowe inspiracje i pragnienia.
Chciałabym móc spędzać z kimś te wyjątkowe dla mnie chwile przy popołudniowym spacerze, herbacie, czymkolwiek. Naprawdę kocham jesień. Mimo deszczu i zbliżającej się depresji ma w sobie to "coś" co powoduje, że mięknie mi serce, staję się wrażliwsza. Nie potrafię tego opisać.
Zauroczenie rozpiera mnie od środka.

Zdałam finanse z czego jestem dumna, połowa ma warunek. Ten rok będzie ciężki ale muszę sobie poradzić. Poza tym napisałam do Rzecznika Praw Dziecka przedstawiając sytuację siostry i rodziców. Zrobię dla niej wszystko, by wróciła tam gdzie jej miejsce. Przykro mi, że żadnych urodzin nie spędziła w domu. Przez pracę nawet nie mam możliwości by się z nią regularnie widywać ale postaram się jej wszystko wynagrodzić, tęsknię za nią.

Znów chciałabym napisać tak wiele o czym myślę; może następnym razem.
Niedługo moje urodziny ale ten czas leci. :)





niedziela, 17 września 2017

Dzień 2126.

Jestem kłębkiem nerwów z depresją. Bezrobotna, bez pomysłów na życie tonę w długach. Do czego doszło, bym musiała zapożyczać się u znajomego z Cabala, którego na oczy nie widziałam. Te miasto mnie wykańcza. Wyszłam z jednych problemów, a wciągam się w coraz gorsze. Szczerze? Ćpanie mniej mnie kosztowało niż życie tutaj. 


W sumie nie chodzi nawet o te pieniądze, a o sytuacje, atmosferę która panuje. W ciągu tego tygodnia dwa razy musiałam uciekać ze swojego mieszkania ze strachu. Jedną noc spałam u mamy, drugą do trzeciej w nocy przesiedziałam na przystanku. Znów były groźby, rzucanie się na mnie. Kranczips potłukł szklany stół, a odłamek chciał mi wbić w gardło. Wszystko w towarzystwie Seby, który podśmiechujkał sobie, że fajna akcja, takich jeszcze nie przeżył. Jako, że Ci byli najebani zadzwoniłam na policję, bo nie chcieli dobrowolnie opuścić mojego mieszkania. A jeszcze niedawno wzywałam pogotowie, bo po przepiciu jeden z nich zaczął się dusić z nerwicy. 


Ile razy można prosić, by pić z umiarem? Jak widzę, że ktoś przyniósł wódkę zaczynam się telepać z nerwów, żeby komuś znów nie odpierdoliło. Nie chcę się wyprowadzać ale też nie chcę być pomiatana u siebie. Seba najwidoczniej myśli, że jestem służką i wszystko zrobię, a idiota będzie siedział całą noc u mnie w pokoju oglądając po 10h serial zabierając kompa i prywatność. 

Dziś się pospinaliśmy, jak się nie ogarnie to niech wypierdala. 

Poza tym zdałam angielski. Czekam jeszcze na wyniki z finansów. Wszyscy "wiedzą", że zdałam choć to mnie podnosi na duchu. 

Gdyby nie Sabcia chyba bym się powiesiła. 

Czuję się samotna.

piątek, 11 sierpnia 2017

Dzień 2089.

Myślisz że masz fajnych znajomych, w końcu spędziliście niejedną imprezę, wypady które kończyły się raz lepiej raz gorzej. Bywały łzy, strach, wiele przegadanych nocy. Przykro mi, że większość zmieniła się diametralnie przez ćpanie. Jednego dnia pijecie razem, drugiego dowiadujesz się, że ktoś chce Cię pociąć.

Boję się, że przy ćpaniu powiedział coś złego. Ostatnio kolega wysyłał mi nieprzyzwoite zdjęcia z dopiskiem jak bardzo mu się podobam, mówił że ma sprawę do Matysia. Nie wiem co mam o tym myśleć, tym bardziej że pisała do niego dziewczyna z którą miał jechać do Niemiec, że jest obrażona i nie chce go znać, bo ją skrzywdził. Może narobiła sobie nadziei, gdy pisał o mnie najgorsze rzeczy?
Postanowiłam zmienić towarzystwo, a ze starym zerwać kontakt, bo do niczego dobrego nie doprowadzi jeśli będzie tak dalej. Nie chcę już ćpać, nawet jarać, zaczęłam doceniać swoje zdrowie i życie. Przeklinam siebie za to że kiedyś marzyłam i dążyłam z całych sił, by je stracić.
Wszystkim popierdoliło się w głowach, nie wiesz kiedy komu co odjebie. Po incydencie, gdy miałam urlop wolę unikać porobionych ludzi. Na trzeźwo naprawdę się boję. Ciężko tak zmienić znajomości ale czekam na Sabinę, już za miesiąc wraca.

Gorzej, bo ostatnio dużo piwkuje wieczorem, kilka dni temu zasnęłam z owiniętą chustą, podobno zaczęłam się dusić i obudziłam Mateusza, zdjął mi ją. Gdyby coś się stało wina byłaby na niego, znaleźliby się ludzie, którzy słyszeli, widzieli za dużo i faktycznie mogliby tak pomyśleć. Później miewam rożne lęki. Trzeba się ograniczyć, bo mi też siada na łeb. Tym bardziej jeśli zdecyduję się zaadoptować siostrę muszę szybko wziąć się w garść, by zapewnić jej bezpieczeństwo i miłość.

Zaczynam od zmiany pracy, bo wykańcza mnie psychicznie. Dwa dni temu wydarłam się na menage i pracownika, dziś o 6stej do mnie dzwoniono, że miałam być w pracy, a zmienili grafik i zapomnieli powiedzieć. Nie poszłam. Mam wizytę u lekarza. Liczę na L4, by odpocząć, a w poniedziałek lecę składać cv.

niedziela, 30 lipca 2017

Dzień 2077.

Cóż znów pisać. Kolejny 28.07. Urodziny Grzegorza, mamy.. Polecieli w balet na dwa tygodnie, choć mieli szczęście, że Bubu była wtedy na wakacjach z dziadkiem. Jednak kuratorce to nie wystarczyło, w końcu rodzice powinni zajmować się dzieckiem, a nie rodzina, nawet ja, siostra. Ukrywali się przez tydzień u sąsiada i u nas. Rżnęłam głupa, że nie wiem o co chodzi, że mama wyjechała do Krakowa na pogrzeb, a  ojczym chodzi do pracy. Wydało się, że to kłamstwo. Notorycznie do mnie dzwoniono od samego rana, aż do nocy. W końcu zabrali Agniesię. Do tej samej rodziny, pod pretekstem, że nie może być pod opieką starszej, "schorowanej" osoby. Jak dla mnie to zwykła wymówka, bo szkoda im niezwykłego dziecka, a przeprowadzki i "wakacje" odbijają się na jej psychice. Dziwne, że nie zabrali mnie ani połowy osiedla, gdy bywało znacznie gorzej. Uwzięli się na te dziecko, bo jest śliczna i inteligenta, a nie chcę by była rzucana z kąta w kąt. Jest to trudne w moim wieku wychowywać dziecko, ale nie pozwolę, by była daleko od nas. Chcę by ten koszmar zniknął z jej życia, jednak jestem zbyt młoda na macierzyństwo. To moja siostra, chcę by miała jak najlepiej, dopilnuję tego.

Warunkiem jest abstynencja, naloty kuratorów i opieki wymagają tego. Matyś ma tendencję większą niż ja, dziś awanturował się z moją mamą i ojczymem przez to, że zabrałam mu kieliszki. Twierdził,  że go nie doceniam, nie szanuję. Nie mając gwarancji nie mogę jej przygarnąć pod swoją opiekę.

Wiem, że to kosztuje wiele wyrzeczeń ale kocham ją z całego serca mimo iż tego nie okazuję.
Nie zasłużyła na to.

wtorek, 18 lipca 2017

Dzień 2065.

Znów postawiono mnie przed jednym z najważniejszych wyborów w moim życiu. Wiadome, że powinnam postawić na swoim, zacząć robić co chcę, rozwijać się, troszczyć o siebie. Jednak nie potrafię. Nie potrafię do tego dążyć bez osoby przy mym boku.
Stałam się chorobliwie zazdrosna o kogoś kto bez wahania zostawił mnie pod opiekę facetowi, którego nie znam. Prosiłam, tłumaczyłam, że nie chcę. Że się boję. Mimo to wyjechał na Ukrainę. Z jednej strony nie żałuję, spędziłam wspaniałe chwile z kimś kto prawdopodobnie jest moją bratnią duszyczką. Z drugiej przeklinam siebie, że dałam się omamić zauroczeniu, kilku ciepłym słowom; nie zważając na zawalający się związek szukałam rozpaczliwie ukojenia. Byłam doprowadzona do takiego stanu, że nie chciałam być z Matim, brzydziłam się nim i jego zalotom do dziewczyn, które stały się dla Niego ważniejsze niż ja. Przyjaciele uznali, że ten chory związek powinien dawno się zakończyć. Jednak, gdy zobaczyłam go w progu pękło we mnie wszystko. Świadoma nie mogłam pozwolić mu ot tak wziąć swoich rzeczy, by wyszedł. Kocham go, a miłość jest dla mnie najważniejsza w życiu. Jestem w stanie wybaczyć wszystko, to, że zostawił mnie na parę nocy samą, by wypić z koleżankami namawiającymi go na spotkania. Boli ale znoszę, tłumię w środku.

Dałam szansę, jedynym warunkiem jest zerwanie kontaktu z dziewczynami i abstynencja. Podczas mojego urlopu zdarzyły się incydenty przez które obawiałam się o życie. Groził śmiercią, zachowywał się jak naćpany. Mówił, że lubi zapach trupów zgrzytał zębami, nie panował nad szczękościskiem, a oczy prawie mu wyszły z powiek. Pierwszy raz widziałam takie zachowanie po alkoholu.

Dziś, gdy byłam w pracy wypił podobno pięć piw. Boję się być z nim sama w domu kiedy jest pod wpływem. Chcę mu pomóc, by wyszedł z tego, zaczął dostrzegać priorytety. Wiem, że będzie to trudna droga ale dam z siebie wszystko, bo jest to zagubiona osóbka, której warto pomóc.

Dzięki niemu zerwałam z dawnymi nałogami, pokazał swą siłę i cierpliwość. Podziwiam, mam ciężki charakter ale determinacja i uczucia go poprowadziły.

Teraz moja kolej.
Wet za wet.


PS. Ostatnio po jaraniu miałam takiego bad tripa, że po tygodniu nadal boję się zasypiać.
PS2. Mam szczeniaczka! Lexis się nazywa, po koledze. :)
PS3. Wiewiór wyjechał do siebie. Szkoda, bardzo się do niego przyzwyczaiłam, brakuje mi go.

środa, 31 maja 2017

Dzień 2018.

Czasem nie warto chwalić dnia przed zachodem słońca. Rozczarowanie może boleć więcej niż przez wypowiedziane słowa.

Jestem strasznie rozbita w sobie, Zbyt wiele się dzieje bym mogła wszystko sobie poukładać. Działam chaotycznie co przekłada się na studia, pracę i życie poza nimi. Nie potrafię się pozbierać bez pomocy najbliższych, których przy mnie fizycznie nie ma.

Nie zdałam przedmiotu, przez nieobecność na ćwiczeniach. We wrześniu będę miała poprawkę. Gwóźdź do trumny. Przez brak asertywności zawaliłam to, co najbardziej dawało mi energii, chęci do działania. Czuję się teraz pusta, nie wiem czy dam radę wytrwać do końca roku. Mam jeszcze parę zaliczeń.

Zaciągnęłam niemały debet, który został wydany na używki, może przygarnięcie kolegi nie było do końca przemyślanym pomysłem. Nie wiem. Mam w głowie pustkę. Mateusz wziął L4 by móc codziennie pić i ćpać. Nie mogę tego znieść. W dodatku kręci z laskami, z jedną chce wyjechać pod koniec czerwca do Niemiec. Wiadomo jak się to skończy lepiej teraz niż później. Każdy ma swój wybór. Jedyne czego się boję to samotności, już raz ją przeżyłam. Następną być może.

.
Kryję w sobie ogromny gniew, niepokój i obsesję.